Atlético Madryt to niewątpliwie rewelacja tego sezonu, nikt chyba przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek nie spodziewał się, że podopieczni Diego Simeone będą grali jak równy z równym z Barceloną i Realem Madryt oraz będą im dotrzymywać kroku w ligowej tabeli. Do tego dodajmy jeszcze bardzo dobre występy w Copa del Rey oraz Lidze Mistrzów i mamy drużynę, która naprawdę może namieszać w tym sezonie. Ostatnio jednak widzimy, że daje się odczuć krótka ławka rezerwowych tej drużyny, zwycięstwa nie są już tak przekonujące jak jeszcze kilka miesięcy temu a i coraz częściej Atlético Madryt ma problemy z ich odniesieniem (i nie zawsze się to udaje). Dziś stają przed kolejnym bardzo ciężkim zadaniem bowiem zagrają na San Mamés przeciwko Athletic Bilbao, drużynie w która w ostatnim czasie złapała wiatr w żagle i gra jak natchniona. Podopieczni Ernesto Vilaverde szczególnie u siebie imponują, przypomnę tylko, że potrafili pokonać FC Barcelonę 1-0, a ich sam bilans w meczach ligowych przed własną publicznością to aktualnie 9 zwycięstw, 2 remisy i 0 porażek (w bramkach 27-11). Warto również odnotować, że pierwszy mecz tych ekip w Madrycie zakończył się zwycięstwem Atlético 1-0, ale piłkarze Bilbao już dwukrotnie w tym sezonie odrabiali straty poniesione na obiekcie rywala u siebie (z Betisem i Celtą Vigo) i tym samym awansowali do kolejnej rundy Pucharu Króla. Kto wie może dziś będzie podobnie? Tym bardziej, że San Mamés nie jest obiektem, który miło wspomina ekipa Diego Simeone, w poprzednim sezonie przegrali tu 0-3, podobny wynik miał również miejsce sezon wcześniej. Można więc napisać, że atut własnego boisk w tym przypadku może mieć znaczenie. Warto również popatrzeć na kadry obu drużyn. Gości dziś zagrają bez Ólivera Torresa, Josuha Guilavogui i Tiago ale też bez Ardy Turana - wszyscy Ci piłkarze zostali w Madrycie i leczą mniejsze lub większe urazy. W kadrze natomiast znalazł się dawno niewidziany Mario Suárez. Ernesto Vilaverde natomiast powołał możliwie najmocniejszy skład, brakuj w nim jedynie kontuzjowanego Gaizka Toquero a także Unai Albizua, Xabier Etxeita, Enric Saborit oraz Borja Ekiza, którzy nie zmieścili się w kadrze meczowej. W porównaniu z pierwszym meczem do kadry wraca natomiast Iker Muniain co na pewno będzie sporym wzmocnieniem ataku drużyny Basków. Oczywiście granie w tym spotkaniu zwycięstwa Bilbao jest dość ryzykowne, bowiem Atlético Madryt licząc wszystkie rozgrywki w tym sezonie w jakich występuje przegrało tylko raz (w lidze przeciwko Espanyolowi) ale jak już wspomniałem San Mamés to obiekt na którym w ostatnich dwóch sezonach zespołowi z Madrytu grało się bardzo ciężko, ponadto samo Bilbao jest w naprawdę niesamowitej dyspozycji w ostatnich tygodniach i stać tą drużynę na odrobienie strat z pierwszego spotkania (skoro potrafili ograć u siebie Barcelonę dlaczego mieliby tego nie powtórzyć z Atlético Madryt?). Grając w tym meczu na Bilbao biorę też pod uwagę, że forma jaką ostatnio prezentuje drużyna Diego Simeone nie jest już tak wysoka jak jeszcze na początku grudnia, chociażby ostatni mecz z Vallecano, wygrany 4-2, ale przecież nic w tym meczu ekipa Atlético wielkiego nie pokazała, a straciła 2 bramki (mogła nawet 3 ale rywal nie wykorzystał rzutu karnego). We wcześniejszych meczach też tego błysku nie było widać, natomiast Bilbao ostatnio jest na fali i liczę, że to właśnie drużyna Ernesto Vilaverde awansuje do półfinału Pucharu Króla gdzie zmierzy się z Realem Madryt.

