fot. Terry Robinson W piątkowy wieczór na Bloomfield Road półfinałową rywalizację w barażach w The Championship rozpoczną zespoły Blackpool i Birmingham City. Nieco więcej szans na zwycięstwo w pierwszym meczu wydają się mieć gospodarze, ale faworyta do awansu w tej parze nie ma. W sezonie zasadniczym drużyny te dzieliła różnica zaledwie jednego punktu, a obydwie końcówkę rozgrywek mogą zaliczyć do udanych. Gospodarze nie przegrali siedmiu kolejnych spotkań, wygrywając cztery z nich. W ostatnim z Millwall (2:2) zabrakło im jednak koncentracji i gol stracony w końcówce kosztował ich spadek na piąte miejsce. Niemniej jednak godne odnotowania jest, że przed pojedynkiem z Lwami Mandarynki straciły zaledwie jednego gola w sześciu meczach. Goście z kolei mają na koncie dziewięć spotkań z rzędu bez porażki, ale tylko cztery z nich zakończyły się ich zwycięstwami. Dopiero w ostatniej kolejce w pojedynku z Reading (2:0) udało im się zachować czyste konto. Wcześniej tracili co najmniej jednego gola w dziewięciu kolejnych spotkaniach. W sezonie zasadniczym imponowali w obronie w meczach na swoim terenie, gdzie dali sobie strzelić tylko 14 bramek, ale za to na wyjeździe stracili niemal trzy razy więcej goli - 37. Był to szósty najgorszy wynik w lidze. Na korzyść The Blues przemawia za to to, że nie przegrali z Blackpool czterech meczów z rzędu. W tym sezonie wygrali u siebie 3:0, a na Bloomfield Road zremisowali 2:2, ratując remis w samej końcówce pojedynku. Mandarynki będą osłabione brakiem Craiga Cathcarta, który ma problemy z sercem, ale do gry wraca za to Roman Bednar. W kadrze Birmingham znaleźli się natomiast Nikola Zigic i Jonathan Spector, którzy wyleczyli ostatnie kontuzje, lecz pod znakiem zapytania stoi występ Keitha Faheya i Stephena Carra. Na pewno nie zagrają natomiast Steven Caldwell i Boaz Myhill

