Nowy miesiąc z NHL, czyli marzec. Został do końca tylko miesiąc czasu, więc wszyscy w pełnej gotowości do play-offów, choć niektórzy jeszcze o nie muszą zawalczyć. Chicago pewne swego, ale grające bardzo mizernie. Bez czołowego zawodnika i strzelca J.Toewsa Blackhawks nie będą mieli dobrej drogi do wygrania jakiegokolwiek trofeum. Chicago jeszcze niedawno było topową drużyną sezonu, a teraz nawet wypadli poza czołową 10. Ta zła passa trwa od 21 stycznia. Od tamtego momentu Chicago rozegrało 16 spotkań i aż 12 z nich przegrało. Trzeba jednak zaznaczyć, że tylko 3 mecze grali u siebie, to może być kluczowe do oceny tego meczu i mojego typu. Niby po środku tej passy wróciła dobra gra i 4 wygrane pod rząd, ale później kontuzja Toewsa i znowu zamieszanie z taktyką, słabym bronieniem Crawforda i tak dalej. Chicago jest już skazywane przez wszystkich na rychły spadek w klasyfikacji i przegranie większości meczów do końca sezonu. Ja zdanie mam inne. Potencjał w tej drużynie jest nie mniejszy niż w Toronto Maple Leafs nawet bez Toewsa. Toronto za to ostatnio zmagało się z kontuzją tylko i wyłącznie Lupula - najlepszego asystenta i drugiego strzelca zespołu. Kessel za to totalnie zgasł i wychodzi nam tragiczna postawa Toronto, które na ostatnie 10 meczów notowało 2.3 gole na mecz mimo tak zacnej ofensywy i dzięki temu wygrali tylko jedno spotkanie. Akurat takie w którym strzelili 4 bramki - z Edmonton Oilers. Poza tym Leafs stracą masę bramek. W ostatnich meczach tracili 5, 4, 6 i znowu dwa razy po 5 bramek. Szczególnie negatywne oceny spadły na Reimera i Phaneufa. Szansę więc w bramce dostanie Gustavsson, który od Reimera wiele lepszy nie jest i tak puszcza te 3 bramki na mecz średnio. Z resztą idą pogłoski, że Toronto przegrywa mecze specjalnie (w sensie że sie podkładają), ponieważ chcą zwolnić trenera, który skonfliktował drużynę. Mecz pułapka jak to mówią, ale stawiam na gospodarzy.

