Liverpool gra ostatnio w kratkę, dobre mecze jak ten z Evertonem na Anfield Road wygrany 4:0 przeplata słabszymi. Drużyna Brendana Rodgersa zawiodła zarówno u siebie grając przeciwko Aston Villi, z którą zdołała zaledwie zremisować 2:2 jak i ostatnio przeciwko West Bromwich Albion, w którym również zdobyła tylko jeden punkt. O remisie z w tym meczu zadecydowała z jednej strony nieskuteczność napastników The Reds czy może raczej dobra postawa bramkarza gospodarzy Bena Fostera, a także koszmarny błąd Kolo Toure, który praktycznie wyłożył piłkę Victorowi Anichebe, a ten nie miał problemów z pokonaniem Mignolet. Kontuzje dają o sobie znać, szczególnie jeśli chodzi o obronę natomiast reprezentant WKS już nie jest tym piłkarzem z Arsenalu czy Manchesteru City. Po rozczarowującym remisie z Southampton 2:2 Kanonierzy stracili prowadzenie w lidze, ale już w następnej kolejce skorzystali z prezentu rywali zza miedzy, którzy ograli Manchester City na Etihad Stadium i powrócili na pierwsze miejsce samemu wygrywając z Crystal Palace. Orły z Selhurst Park postawiły Kanonierom spodziewany mocny opór, ale ich szyki obronne sforsował w końcu Oxlade - Chamberlain strzelając na początku drugiej połowy bramkę dobrze spisującemu się Julianowi Speroni. 25 minut później ten sam zawodnik ustalił wynik meczu na 2:0. Arsenal po raz kolejny znalazł wybawienie w indywidualnym występie choć oczywiście pochwalić należy całą drużynę, która grała nieźle.

