Bez Daniela Sturridge, totalnie wypalonego Mario Balotelliego oraz traktowanego przez kibiców The Reds braku jako wzmocnienie Dejana Lovrena. Liverpool w piękne niedzielne popołudnie na Anfield podejmie stołeczny Arsenal. Nikt nie zazdrości obecnie managerowi The Reds Brendan Rodgers, który w tamtym sezonie był wychwalany pod niebiosa. Porównywany wówczas z The Special One, Kloppem czy Simeone. Życie jednak bywa okrutne. Złe transfery, fatalna gra, dopiero 11 pozycja w Premier League i odpadnięcie z moim skromnym zdaniem najłatwiejszej grupy Champions League. Nie tak to miało wyglądać. Coraz to większe coraz czarniejsze chmury nad głową managera Liverpoolu. Sytuacja na pewno nie do poza zazdroszczenia. Premier League. Bez dwóch zdań najbardziej emocjonująca, najbardziej nieprzewidywalna i najmocniejsza liga świata o czym przekonał się w tym sezonie Rodgers. Liverpool w 16 spotkaniach wygrał 6 razy, 3 razy remisował oraz 7 krotnie przegrywał. Na Anfield 3 zwycięstwa 3 remisy oraz 2 porażki. Teraz dopiero widzimy ile znaczył dla Liverpoolu Luis Suarez. Inną sprawą jest fakt, iż być może inaczej wyglądałaby gra The Reds z Danielem Sturridge. Jednak są to tylko nasze "gdybania". Arsenal = Arsene Wenger. Bez dwóch zdań. Czy się to komuś podoba czy nie. Wenger wygwizdany po spotkaniu ze Stoke odpowiedział w sposób genialny. Piękne zwycięstwo w Champions League nad Galatasaray 1-4 z niesamowita ozdobą jaka była bramka Ramsey`a. 4-1 w lidze nad Newcastle oraz wywróżenie AS Monaco w Lidze Mistrzów. Co więcej po słabym początku wydaje się, że ta maszynka wraca na właściwe tory. Wrócił do formy Cazorla, genialnie gra od początku Sanchez oraz powrót Giroud, który nie wygląda zupełnie jakby był po kontuzji złamania nogi. Arsenal w 16 spotkaniach ma 26 oczek. 7 zwycięstw 5 remisów oraz 4 porażki. Na wyjazdach Kanonierzy w 8 spotkaniach zdobyli 11 oczek. Marny dorobek ale mimo to jest to 4 wynik w lidze. 3 zwycięstwa 2 remisy oraz 3 porażki. W 5 ostatnich spotkaniach bezpośrednich na Anfield Arsenal wygrał 3 razy, raz padł remis oraz raz wygrali gospodarze. Tak i to było w poprzednim sezonie. Zdeklasowani Kanonierzy, wynik 5-1. Dziś to w ogóle nie wchodzi w grę. Z taką formą piłkarze Rodgersa będą świętować punkcik jak wygranie. Nie wróże tego jednak. Arsenal wygra, wróci do walki o najwyższe cele. Wynik nie gra roli, rolę grają 3 punkty, a tego dokonają dzisiaj piłkarze z Emirates Stadium. Typ 0-2.

