Mecz, który zamyka osiemnastą serię gier w Premier League to absolutny hit. Manchester City, który w ostatnich tygodniach z wyjątkiem spotkania w Southampton przejeżdża się po wszystkim walcem zmierzy się liderem, Liverpoolem. Podopieczni Manuela Pellegriniego po niemrawym początku sezonu, gdzie głównie gubili punkty na obcych stadionach wreszcie znaleźli swój odpowiedni rytm i na dzień dzisiejszy są na 3 miejscu w tabeli. na Etihad Stadium gospodarze są niepokonani. 8 meczów, 8 zwycięstw i kosmiczny bilans bramkowy 35:5. Warto przypomnieć kogo piłkarze z Manchesteru zmasakrowali na własnym obiekcie. Arsenal ( 6:3 ), Tottenham ( 6:0 ) i Norwich ( 7:0 ). Również Newcastle przyjęło 4 gole nie zdobywając ani jednego. Na dzień dzisiejszy jest to zespół kompletny aczkolwiek dzisiaj nie zobaczymy najlepszego snajpera drużyny z Etihad, Sergio Aguero, który nabawił się urazu w spotkaniu z Arsenalem. Liverpool, jak już wspomniałem, jest liderem Premier League z 36 punktami na koncie, jednak "The Reds" błyszczą głównie poza "Anfield Road". W 8 dotychczasowych spotkaniach wyjazdowych piłkarze Brendana Rodgersa zdobyli 12 punktów. Można jednak zauważyć fakt, że stracili w nich aż 13 bramek. Przed meczem z Tottenhamem mieli serię 4 spotkań w której rywal grający u siebie zdobywał więcej niż 2 bramki. Gospodarze zagrają dziś z pewnością bez Aguero, Zabalety, który jest w świetnej formie oraz Richardsa i Nastasicia. Goście mają większy ból głowy bo do Manchesteru przyjadą bez Sturridge'a, Gerrarda. Liverpool w meczach Premier League ostatni raz pokonał piłkarzy Pellegriniego ( wcześniej Manciniego ) na Etihad pokonał 5 lat temu, gdy jeszcze MC nie było taką potęgą jak dziś. Stawiam na gospodarzy

