No i stało się. Nashville w końcu chyba zaczyna dochodzić do coraz lepszej formy, bo wygrać na wyjeździe z Vancouver Canucks i to strzelając aż sześć bramek to nie lada wyczyn. Mimo, że Canucks w tym sezonie nie błyszczą formą jak w poprzednim, to na swoim boisku jednak ogrywali prawie każdego oprócz tych rywali z wyższej półki. Nashville wraca po dniu przerwy na własne lodowisko by rozegrać mecz z Buffalo Sabres, które w tym sezonie prezentuje się poniżej oczekiwań. Sabres przenoszą się do Nashville od razu po nocy poprzedzającej ich wieczorną przegraną u siebie z Detroit Red Wings ( 4:1 ). Wygląda na to, że zostaną skazani na porażkę bo Predators ostatni raz u siebie wygrali dopiero 18. listopada, a tak dobra drużyna jaką jest ekipa z Nashville na pewno będzie walczyć o zwycięstwo do upadłego, bo muszą coś udowodnić swoim kibicom. Najbardziej przemawiającym faktem za zwycięstwem gospodarzy jest chyba wybicie się z dołka po tym znakomitym meczu z Vancouver Canucks. Również ważne jest, że Buffalo bez formy, formą nie błyszczą nawet u siebie, a na dodatek wyjazdy zawsze sprawiały im więcej kłopotów. Mocne i w formie Nashville powracające na własne lodowisko kontra bezformie Sabres - ja tu widzę tylko zwycięstwo gospodarzy.

