W inaugurującym rywalizację w ósmej kolejce T-Mobile Ekstraklasy spotkaniu, Podbeskidzie Bielsko-Biała przed własną publicznością będą podejmować Lechię Gdańsk. W obu klubach atmosfera nie jest najlepsza i trudno wskazać zdecydowanego faworyta, choć większym potencjałem dysponują lechiści. W Bielsku-Białej dość nerwowo zrobiło się po ostatniej porażce 0:1 przed własną publicznością z Ruchem Chorzów. Był to drugi z rzędu przegrany mecz Podbeskidzia u siebie. Wcześniej drużyna Roberta Kasperczyka uległa liderującej w tabeli Koronie Kielce. Władze klubu nie ukrywają, że są niezadowoleni z wyników uzyskiwanych przez zespół na swoim boisku i oczekują natychmiastowej poprawy. Zajmujące obecnie dwunaste miejsce w tabeli Podbeskidzie w sobotę, o pierwsze zwycięstwo będzie walczyć z Lechią Gdańsk. Mająca zaledwie dwa punkty więcej od Podbeskidzia drużyna Tomasza Kafarskiego, w piątek z pewnością będzie chciała się zrehabilitować za niepowodzenia z ostatniego tygodnia. W ostatniej kolejce lechiści przegrali na wyjeździe z Koroną Kielce, a we wtorek sensacyjnie pożegnali się z rozgrywkami Pucharu Polski, przegrywając z Limanovią Limanowa. Teraz nie mogę sobie pozwolić na kolejne potknięcie. Strata punktów w Bielsku-Białej może doprowadzić do nerwowych ruchów w klubie w przyszłym tygodniu. Obie drużyny nie miały jeszcze okazji rywalizować ze sobą na poziomie Ekstraklasy, ale sześciokrotnie mierzyły się na jej zapleczu. Podbeskidzie nie zdołało wygrać ani razy, z kolei Lechia na swoim koncie ma cztery zwycięstwa. W piątek z pewnością będzie chciał podtrzymać dobrą passę. Trener gospodarzy Robert Kasperczyk nie będzie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Dariusza Kołodzieja oraz odsuniętego od drużyny Macieja Rogalskiego. W zespole Lechii zabraknie między innymi pauzującego za czerwoną kartką Vytautasa Andriuskeviciusa.

