Trzeci i ostatni z faworytów grany z handicapem. Pewnie wszyscy faworyci nie wygrają, ale może 2 z 3 wejdą i tak będzie dzień na plus. San Jose Sharks podejmują Los Angeles Kings. No cóż, Kings grają straszną padakę. Myślałem nad remisem, ale dziś w bramce LA Bernier a nie Quick (człowiek od ratowania skóry), więc nic nie stoi na przeszkodzie by faworyzować Sharks. Kings co prawda wygrali swój ostatni mecz, ale z Anaheim Ducks, którzy (nie wahajmy się tego stwierdzenia użyć) grają najgorzej w NHL a i tak był remis w regulaminowym czasie gry. Z resztą Los Angeles Kings nigdy sobie dobrze nie radziło z San Jose na ich terenie. Wygrali tam tylko 10 razy z ostatnich 31 meczów i San Jose jeśli wygrywało to co najmniej różnicą dwóch bramek. Sharks nie grają fenomenalnie, ale grają lepiej niż Kings. Wygrali 3 ostatnie mecze, ale męczyli sie z Colorado w dwumeczu, potem wygrana z Edmonton 3:2 i 7:2 z Tampą Bay. Tampa, która też gra słabiutko. Kings może i grają lepiej, tracą mniej bramek, ale też strzelać nie potrafią na ten moment, więc tutaj więcej niż 2 bramek nie strzelą, a San Jose? Licze na powtórke i strzelenie co najmniej 4-5 bramek. Stać ich na to u siebie.

