Z jednej strony czuję, że Toronto Maple Leafs wygrają, z drugiej czuje over, a kursy spadają na under. Mam mętlik w głowie, ale idę za statystykami. Canucks mają porażające wręcz statystyki przeciwko Toronto bo wygrali 9 z ostatnich 10 meczów i nie ważne im było czy u siebie czy na wyjeździe. Ostatni raz Toronto wygrało z Vancouver w 2003 roku. Trochę duża przepaść. Druga sprawa, że te drużyny trochę się zmieniły, ale jakby głębiej w to spojrzeć, to oczekiwania powinny iść w parze z wynikami, i mimo męczarni Canucks ostatnimi czasy i słabej formy Sedinów, Canucks dalej wygrywają te mecze, a Toronto na wyjazdach prezentuje się mizernie. Canucks na ostatnie 10 meczów - 8 wygranych! Tak tak, duża liczba. Tyle, że tyle ile wygrywają, tyle remisują bo 7 z ostatnich 10 meczów kończyli remisami. Nie wiem czemu, ale widze przed oczami wyniki 2-2 albo 3-3. Oby to się nie stało. Canucks ostatnio cierpią w ofensywie, bo 27 strzałów na bramkę średnio to jak na tej klasy zespół to bardzo mało. Ale przyznajmy to - Vancouver to nadal ścisła czołówka jeśli chodzi o power play czy nawet w grze 5 na 5. Mają jedne z najlepszych różnic bramkowych w tych sytuacjach. 22.1% szans w grach w przewadze to najlepszy wynik tego sezonu, a dodając to, że notują 3.21 bramki na mecz, to jest trzeci wynik w NHL. Toronto za to ostatnio notuje bardzo słabe wyniki, choć wygrali 4:3 z Edmonton, to wcześniej 0:5 z Montreal, 1:5 z Calgary, 3:4 z Flyers. Na pewno siłą obu drużyn jest ofensywa i chciałbym by w tym meczu padło sporo bramek, a że Vancouver gra u siebie, to ja będe ich faworyzował.

