W czwartek o godzinie 21:05 w ramach Ligi Europejskiej dojdzie do rewanżowego meczu pomiędzy Realem Betis, a Sevillą. Pierwsze starcie tych zwaśnionych klubów zakończyło się sensacją – przyjezdny Real wygrał 0:2. Teraz w derbach miasta upatruje zemsty, czyli tryumfu podopiecznych Unaia Emery’ego. Po pierwsze, formę na przestrzeni całego sezonu o wiele lepszą mają przyjezdni. Plasują się na 7. Miejscu La Liga z dorobkiem 44 punktów. Bilans bramkowy – 51:43. Z kolei gospodarze zajmują ostatnie miejsce w ligowej tabeli bez większych szans na utrzymanie. Do premiującego utrzymaniem się w lidze 17. miejsca tracą aż 9 punktów. Real strzelił w tym sezonie zaledwie 23 bramki, a stracił 2 razy tyle co zdobył. To pokazuje z jakimi kłopotami boryka się ten zespół. Drugim argumentem będzie forma w ostatnich meczach obu drużyn. Goście wygrali 4 ostanie ligowe potyczki (Rayo, Sociedad, Almeria, Valladolid). Natomiast goście w tym samym odstępie meczowym zanotowali 2 remisy (Elche, Villareal), porażkę (Bilbao) i wygraną (Getafe). Ostatnie nie najgorsze - jak na ekipę Betisu – wyniki, są moim zdaniem efektem „nowej miotłyâ€. Gospodarze po zmianie trenera nie są już tak wyśmiewani, choć uważam, że to tylko chwilowy impuls. Kolejnym argumentem będzie aspekt psychologiczny. To przyjezdnym będzie bardziej zależało na wiktorii. To oni muszą zmazać plamę po porażce na własnym stadionie. Myślę, że im się to uda, ponieważ w swojej kadrze posiadają wybitniejszych zawodników.
Pierwsze spotkanie pomiędzy tymi drużynami zakończyło się rezultatem 2:0 dla "zielono-białych". Faworytem tego spotkania była Sevilla lecz, niewykorzystane sytuacje m.in. Bacci się zemściły. Warto podkreślić, że klub w którym kiedyś gwiazdą był Wojciech Kowalczyk w ostatnich tygodniach prezentuje się bardzo dobrze zarówno w europejskich pucharach oraz w Primera Division. Betis nie przegrał żadnego z ostatnich 5 spotkań, z czego aż 4 były spotkaniami wyjazdowymi. To ostatni dzwonek dla kolegów Damiena Perquisa by utrzymać się w La Liga, ponieważ zostało tylko 10 kolejek do końca ligi a mają 9 punktów straty do Getafe, które jest na pierwszym miejscu dającym utrzymanie. Gospodarze mogą się cieszyć, że Ruben Castro powrócił do dobrej formy strzeleckiej i Leo Baptistao, który został wypożyczony z Atletico spłaca kredyt zaufania. Jak już wspomniałem, Betis to ostatnia drużyna PD z 19 punktami na koncie. Wygrali tylko 4 spotkania, 7 zremisowali i przegrali 17. Ciekawostką jest fakt, że aż 15 punktów zgromadzili na własnym stadionie. Problemem Betisu jest defensywa, która jest drugą najgorszą defensywą w lidze. Jeżeli zaś chodzi o Sevillę to nikt się nie spodziewał, że padnie takie rozstrzygnięcie pierwszego spotkania. Piłkarze Unaia Emeryego mieli passę 6 meczów bez porażki i 4 meczów bez porażki. W lidze zespół z Andaluzji radzi sobie dzielnie zajmując 7 miejsce. Sevilla zdobyła 44 punkty i co ważne zdobyła aż 51 bramek co jest bardzo dobrym rezultatem. Problemem jest defensywa, która pozwoliła rywalom trafić do siatki aż 43 razy. Nie chcę powoływać się na mecze grupowe obydwóch drużyn w obecnej edycji LE gdyż były to spotkania rozgrywane w składach, które odbiegają od tych "ligowych" natomiast warto podkreślić, że to Betis pokonał trudniejszego rywala w poprzedniej rundzie, Rubin Kazań. Wygrana 2:0 w stolicy Tatarstanu była początkiem marszu ku lepszej dyspozycji. Z kolei Sevilla nie bez problemów, pokonała słoweński Maribor. Ostatnie 2 mecze derbowe które były rozgrywane na stadionie Betisu kończyły się rezultatami, w którym obydwie ekipy zdobyły przynajmniej jedną bramkę. Dzisiaj stawiam na podobne rozstrzygnięcie.

