Spotkanie Los Angeles Kings z Chicago Blackhawks. Mecz powinien wreszcie rozwiać wątpliwości czy drużyna gospodarzy zacznie kiedykolwiek zdobywać bramki. Szanse na powodzenie takich przemyśleń są chyba niewielkie. Kings wytransferowali Jeffa Cartera z najgorszej drużyny NHL Columbus Blue Jackets. Chłopak strzelił 10 goli i mówią, że nie mógł w tak słabej drużynie rozwinąć skrzydeł. Teraz dostał szanse od Kings i dziś powinien zagrać w podstawowym składzie. Czy on rozwiąze problemy LA ze strzelaniem bramek? Myśle, że na pewno nie jeszcze teraz. Musi poznać drużynę, jej styl grania. Carter dużo pracuje w obronie, więc transfer raczej trafiony, ale czy będą z tego gole? Kings strzelają najmniej bramek z całej NHL i tak to już trwa od kilku lat. Znani ze szczelnej defensywny, Quick w bramce ma niesamowity sezon i jemu strzelić 3 gole to sztuka. Chicago za to na wyjazdach gra cienizne, a do tego braknie kontuzjowanego Toewsa. Nie mogą strzelić "ponad program", a programowo to wychodzi mi że, w tym meczu padną nawet 3-4 gole.

