W nocy jak zwykle emocje związane z NHL. W Los Angeles gospodarze podejmą przyjezdnych z Chicago. Królowie zajmują obecnie dziewiąte miejsce w konferencji zachodniej i przegrali aż cztery z pięciu ostatnich meczów. Na własnym lodzie przegrali dwa ostatnie mecze 0:1 z Calgary oraz w takim samym rozmiarze z Kojotami z Phoenix. Czarne Jastrzębie natomiast zajmują obecnie szóste miejsce i są w doskonałej formie. Wygrali cztery z pięciu ostatnich meczów zdobywając szesnaście bramek, tracąc tylko dziewięć. Kurs na przyjezdnych z Chicago dość wysoki i postanawiam się pokusić o dwójkę. Statystyka bezpośrednich meczów miażdżąco przemawia za Czarnymi Jastrzębiami. W ostatnich dwunastu spotkaniach Królowie wygrali tylko raz. Dwa razy padał remis a aż dziewięciokrotnie wygrywali hokeiści z Chicago (bramki 15:32). Myslę, że dziś również wygra Chicago - zespół jest w lepszej formie i potrzebuje punktów by gonić czołówkę. Początek meczu o 02:00.
Spotkanie Los Angeles Kings z Chicago Blackhawks. Mecz powinien wreszcie rozwiać wątpliwości czy drużyna gospodarzy zacznie kiedykolwiek zdobywać bramki. Szanse na powodzenie takich przemyśleń są chyba niewielkie. Kings wytransferowali Jeffa Cartera z najgorszej drużyny NHL Columbus Blue Jackets. Chłopak strzelił 10 goli i mówią, że nie mógł w tak słabej drużynie rozwinąć skrzydeł. Teraz dostał szanse od Kings i dziś powinien zagrać w podstawowym składzie. Czy on rozwiąze problemy LA ze strzelaniem bramek? Myśle, że na pewno nie jeszcze teraz. Musi poznać drużynę, jej styl grania. Carter dużo pracuje w obronie, więc transfer raczej trafiony, ale czy będą z tego gole? Kings strzelają najmniej bramek z całej NHL i tak to już trwa od kilku lat. Znani ze szczelnej defensywny, Quick w bramce ma niesamowity sezon i jemu strzelić 3 gole to sztuka. Chicago za to na wyjazdach gra cienizne, a do tego braknie kontuzjowanego Toewsa. Nie mogą strzelić "ponad program", a programowo to wychodzi mi że, w tym meczu padną nawet 3-4 gole.




