Gospodarze zaczęli z impetem – w trzech pierwszych meczach zdobyli 7 punktów – jednak później nie szło już tak dobrze, choć jak na West Brom i tak wyniki można było uznać za niezłe. Ogólnie od początku sezonu piłkarze z The Hawthorns uzbierali 3 porażki. Menedżer Steve Clarke przed sezonem taki wynik zapewne brałby w ciemno, szczególnie, że jego zespół plasuje się obecnie w górnej połowie tabeli z 14 oczkami. Co jednak najważniejsze, jego podopieczni w każdym spotkaniu wypluwają płuca, byleby tylko osiągnąć korzystny wynik. Imponują przygotowaniem motorycznym, potrafią zdominować nawet silniejszych rywali, jak to miało miejsce na przykład na White Hart Lane, gdy w końcówce mieli miażdżącą przewagę nad gospodarzami. To nieciekawa informacja dla Świętych, którzy nie potrafią wygrać już od czterech spotkań. Jeśli chcielibyśmy znaleźć synonim słowa katastrofa, wystarczyłoby zerknąć na poczynania defensywy Southampton. Nawet ser szwajcarski nie jest tak dziurawy jak obrona gości. Nigel Adkins ma twardy orzech do zgryzienia, bo tak przed własną bramką grać nie wolno jeśli myśli się o utrzymaniu w Premier League. Wydaje się, że jeśli goście nie poprawią o choć odrobinę gry swoich defensorów, będziemy mieli do czynienia z kolejną porażką drużyny, w której broni (a raczej stara się bronić) polski bramkarz, Artur Boruc.

