Po zwycięstwach nad Bayernem Monachium i trzecim w tabeli, Schalke Gelsenkirchen, Borussii Dortmund pozostał do wykonania ostatni krok na drodze do obrony tytułu mistrzowskiego - pokonać Borussię M'gladbach w sobotni wieczór. Ci, którzy obawiają się, że BVB poślizgnie się na finiszu, niech zażyją melisę na uspokojenie albo po prostu zaufają statystykom. Drużyna Jurgena Kloppa wygrała cztery z ostatnich pięciu pojedynków, a z Signal Iduna Park nikt nie potrafi wywieźć kompletu punktów od 18 września 2011 roku. Borussia Monchengladbach jest świadoma tego, że jeśli wygra ze swoją imienniczką z Dortmundu, zagwarantuje sobie udział kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Byłoby to niebywałe osiągnięcie drużyny, która w poprzednim sezonie omal nie spadła do 2. Bundesligi. Najciekawszym rynkiem z punktem widzenia bukmacherskiego jest powyżej / poniżej 2.5 gola. Oba zespoły dysponują defensywami sklasyfikowanymi w pierwszej trójce ligi niemieckiej. Gospodarze stracili w całym sezonie 23 bramki, a ich najbliższy rywal 22. W poprzedniej rundzie na Borussia Park padł remis 1-1 i biorąc pod uwagę stawkę meczu, spodziewam się równie zaciętych zawodów.
Nie wiem jakim cudem "Kanonierzy" przegrali w poniedziałek z Wigan. Przecież przez cały mecz przeważali i mieli tyle okazji do zdobycia goli. Z drugiej strony, podobna historia miała miejsce w Lidze Mistrzów, gdzie Chelsea oddała jeden strzał na bramkę Victora Valdesa i wygrała 1-0. "The Blues" w kompletnym zestawieniu napsuliby sporo krwi gospodarzom, wykorzystując ich utratę pewności po wpadce z Wigan. Didier Drogby obrzydziłby życie obrońcom Arsenalu, tak jak to miał w zwyczaju robić wcześniej. Nie sądzę jednak aby reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej zameldował się na boisku w sobotnie popołudnie, podobnie jak Frank Lampard czy Juan Mata. We wtorek Chelsea rozegra spotkanie rewanżowe na Camp Nou i stoi przed szansą wyeliminowania aktualnego triumfatora Ligi Mistzów. Znakomity atleta jakim jest Didier Drogba liczy sobie ponad 30 wiosen, dlatego odpoczynek jest mu niezbędny. Arsenal musi sobie radzić bez Mikela Artety, wyłączonego z gry do końca sezonu. Jego sprowadzenie na Emirates było najlepszym transferem sezonu. Z całym szacunkiem dla Evertonu, ale Arsenal jest zespołem z tej najwyższej półki. Występuje z powodzeniem nie tylko w Premier League i Hiszpan udowodnił że jest wystarczająco dobrym piłkarze, aby wyróżniać się nie tylko na ligowym podwórku. Nawet bez Artety, "Kanonierzy" powinni odnieść zwycięstwo. Statystyki Opta mówią nam, że Arsenal wygrał 12 z 16 pojedynków w lidze angielskiej przed własną publicznością i był pierwszym zespołem od 1996 roku, który zaaplikował Chelsea 5 goli. Wobec wtorkowego starcia podopiecznych Roberto Di Matteo z Barceloną i pełnego zaangażowania ze strony gospodarzy, stawiam na 3 punkty dla Arsenalu.
Mariusz Rumak wierzy, że jego podopieczni przełamią się na Łazienkowskiej. Osobiście znam lepsze zespoły w Ekstraklasie do realizacji tego zadania, ale kto wie. Poznańska lokomotywa rozpędziła się w ostatnich tygodniach niczym francuskie TGV i nic nie wskazuje na to aby miała wypaść z toru. Wygrała 4/5 pojedynków i zanotowała jeden remis z Koroną Kielce. W tamtym spotkaniu Lechici pokazali charakter z czasów Franciszka Smudy. Mimo, że do przerwy przegrywali 0-2 potrafili doprowadzić wynik meczu do stanu 2-2, strzelając gola w doliczonym czasie gry. Przyjezdni wystąpią w Warszawie w swoim najsilniejszym składzie, podczas gdy Maciej Skorża będzie musiał znaleźć zastępstwo za pauzującego za kartki Rafała Wolskiego. Nawet jeśli w ciągu 2-3 ostatnich spotkań, młody rozgrywający Legii Warszawa nie spisywał się najlepiej, to bez wątpienia będzie to duże osłabienie. Ponadto na Łazienkowskiej zabraknie leczącego kontuzję biodra, Michała Żyro. Nie wiadomo jak zaprezentują się narzekający na urazy Michał Żewłakow i Jakub Wawrzyniak. Skorzystam z często używanego sformułowania prezesa PZPN, Grzegorza Laty i powiem Wam szczerze, że nie przekonuje mnie gra Legii w ostatnich tygodniach. Już w starciu z Ruchem Chorzów nie wyglądała najlepiej, zwłaszcza w pierwszej połowie. Gdyby "Niebiescy" wtedy wykorzystali swoje okazje, mecz potoczyłby się inaczej. Później ekipa Skorży zanotowała słaby występ w Pucharze Polski przeciwko Arce Gdynia, a tydzień temu w Łodzi dała sobie wydrzeć zwycięstwo. Jeśli Lech zagra bez kompleksów na Łazienkowskiej, ma szansę na powtórkę z 12 kwietnia 2008, kiedy ograł miejscowych 1-0.




