BEZBŁĘDNI. To, czego dokonują Dortmundczycy przechodzi najśmielsze oczekiwania wszystkich fanów jak i z pewnością samego szkoleniowca Luciena Favre. Pod jego wodzą Borussia rozpoczęła niesamowity maraton i niszczy każdego rywala na każdym froncie. Szczególnie to ostatnie zwycięstwo, w LM przeciwko... Atletico Madryt i to aż 4:0 budzi spory respekt i tylko podkreśla wręcz kosmiczną formę Dortmundczyków. Dziś podejmą u siebie przyjezdnych ze Stolic, którzy również bardzo dobrze rozpoczęli sezon. W ostatnich ich spotkaniach jednak widać lekki zanik formy... dwa remisy 0:0 z Mainz oraz 1:1 z Freiburgiem nie są zadowalającymi wynikami i przez te 2 słabsze spotkania spadli w tabeli na miejsce szóste. Wiele wskazuje, że dziś najprawdopodobniej zanotują kolejny spadek bowiem Borussia przed własną publicznością... nie ma sobie równych o czym świadczą ostatnie spotkania, jakie mogliśmy obejrzeć na Signal Iduna Park w Dortmund. Od siedmiu kolejnych spotkań na różnych frontach Dortmundczycy wygrywają i w sześciu ostatnich strzelali przyjezdnym przynajmniej po 3 bramki! Łączny bilans z tego okresu to 26:5. Stołeczni również mają kim postraszyć także i ich bramki nie wykluczam, jednak wynik tego spotkania jest jak dla mnie pewny - pewne zwycięstwo miejscowych przynajmniej dwoma, trzema bramkami.
PRZERWAĆ ZŁĄ PASSĘ. To niesamowite, ale przyjezdnym z Westfalii kompletu punktów nie udało się wywiezć z Freiburgu z żadnego z ostatnich ośmiu spotkań. Ostatni raz dokonali tego w... 2007. roku. Oba zespoły rozpoczęły nowy sezon w nieco odmiennej formie. Nie ma co ukrywać, że Schwarzwald-Stadion nie należy do miejsc gościnnych i zalicza się do potencjalnie trudnego terenu dla przyjezdnych. Borussia obecnie "uzbierała" 17 oczek w ośmiu pierwszych spotkaniach, co daje im pozycję wicelidera oraz najlepszy start sezonu od blisko... 31. lat! Czy ta świetna forma wystarczy, by przerwać passę bez zwycięstwa w Freiburgu? Moim zdaniem tak. Tylko jedna porażka w tym sezonie w Berlinie (4:2) to zdecydowanie korzystny rezultat dla Dietera Heckinga i jego podopiecznych. Na wysokich obrotach działa zadziwiająco skuteczna ofensywa Borussii, czego efektem są przynajmniej 2 bramki w 7. z 8. ligowych spotkań! Same 3 ostatnie spotkania to aż 13 zdobytych bramek i ani jednej (!) straconej. Samo pokonanie obecnego mistrza kraju na Alianz Arenie i to aż 0:3 jest wspaniałym wyczynem tylko podkreślającym świetną formę. Drużyna gospodarzy obecnie lokuje na pozycji 11. z dorobkiem 9. punktów i moim zdaniem ten dorobek po meczu dzisiejszym się nie powiększy, gdyż stawiam na zwycięstwo przyjezdnych. W końcu jak mawia przysłowie "kiedy jak nie dziś?" Biorąc pod uwagę świetną formę gości wynik jest dla mnie do przewidzenia.
Drużyny te spotykały się już ośmiokrotnie jednak to dzisiejsze będzie pierwszym w najwyższej klasie rozgrywkowej - Ekstraklasie. Właściwie ciężko określić, która drużyna wyjdzie zwycięsko z dzisiejszego spotkania ale jedno według mnie jest niemal pewne - parę ładnych bramek w wykonaniu obu zespołów. 6 z 8. bezpośrednich starć kończyło się przynajmniej trzema bramkami, najczęściej w wykonaniu obu stron. Zarówno Miedz jak i Śląsk próbują grać piłkę i stawiają na ofensywną grę, która jak na razie - nie przynosi oczekiwanych efektów. Fakt, potrafią zdobywać bramki ale mają spore kłopoty w defensywie, przez co również sporo ich tracą. Obecnie sąsiadują ze sobą w tabeli (11. i 12. miejsce) i obu stronom zależy, by "wzbić" się na wyższą pozycję, przynajmniej do grupy mistrzowskiej a do tego im jeszcze trochę brakuje. Dziś spodziewam się obustronnej walki, która najprawdopodobniej zaowocuje w parę ładnych bramek. A to która z nich zgarnie komplet punktów - niech zweryfikuje boisko.
WIELKI PRESSING. To, czego dokonują podopieczni Adiego Huttera w ostatnich spotkaniach z pewnością przechodzi jego najśmielsze oczekiwania. Zespół z niemieckiej Hesji wręcz powala rywali swoją zaskakująco skutecznie ofensywą. Pięć ostatnich spotkań (wszystkie wygrane) na różnych frontach przyniosło Frankfurtczykom aż... 30 bramek! W ostatniej kolejce Bundesligi dosłownie zmiażdżyli przyjezdnych z Dusseldorfu aż siedmioma bramkami, gdzie autorem aż pięciu z nich był dwudziestoletni Luka Jović. Po kiepskim starcie w lidze krajowej nie ma już śladu. Po trzech kolejnych zwycięstwach z łącznym bilansem 13:3 Eintracht zameldował się tuż za podium, na miejscu siódmym. Również w Lidze Mistrzów spisuje się bezbłędnie, wygrywając dwa pierwsze spotkania (1:2 z Marsylią oraz 4:1 z Lazio) i wskakując tym samym na fotel lidera tabeli grupy H. Dziś podejmą u siebie ostatniego rywala z tabeli, cypryjski Apollon Limassol, który prezentuje równie ofensywną i atrakcyjną grę. Zespół dzisiejszych gości również notuje serię pięciu spotkań bez porażki a spotkania z ich udziałem również owocują w pokazne ilości bramek. Czy konfrontacja dwóch zespołów, prezentujących ładną i otwartą grę może zakończyć się inaczej niż kilkoma bramkami? Według mnie nie. Dlatego też odpowiednim jak dla mnie typem na to spotkanie jest zakład na bramki, na co najmniej 3 w spotkaniu.
MOCNI U SIEBIE. Drużynę ze szkockiego Glasgow z pewnością zaliczać możemy do drużyn, które są bezbłędne przed własną publicznością a ich porażka na własnym obiekcie to zdecydowanie rzadki przypadek. Piętnaście ostatnich spotkań Rangersów u siebie na różnych frontach to 14 zwycięstw i remis (!) i przy okazji... bardzo dużo bramek (średnia w tym czasie to aż 3.3 bramki na mecz). Po remisie z Villarreal 2:2 oraz pewnym zwycięstwie z Rapid Vienna 3:1 prowadzą w tabeli grupy G. Wiele wskazuje, iż na tej pozycji pozostaną po dniu dzisiejszym, gdyż ich porażki na własnym obiekcie pierwszy raz od 15 kolejnych spotkań się nie spodziewam. Goście ze stolicy Rosji w LM jak dotąd nie spisali się dobrze. Porażka z Rapidem 0:2 oraz remis z Villarreal 3:3 daje im obecnie ostatnią lokatę w tabeli. W swojej lidze krajowej spisują się całkiem przeciętnie jednak... również w spotkaniach z ich udziałem pada wiele bramek. Tylko w trzech ostatnich mogliśmy zobaczyć aż... 16 bramek! Reasumując obie drużyny prezentują otwartą, atrakcyjną grę, która skutkuje wieloma bramkami zdobytymi ale i straconymi. Także w tym spotkaniu spodziewam się paru ładnych bramek, przynajmniej trzech.
KANONIERZY BOMBARDUJĄ. Po kiepskim starcie i dwóch porażkach podopiecznych Unai Emery'ego nie ma już najmniejszego śladu. Kanonierzy notują 10 kolejnych zwycięstw (!) na wszystkich frontach, również w LE. Czy dzisiejszego wieczoru ta passa dobiegnie końca? Być może niekoniecznie. Jedno co jest dla mnie nieco pewniejsze to kilka ładnych bramek. Otóż przynajmniej dwie lub więcej bramek Londyńczycy zdobywali w KAŻDYM z ostatnich 11. spotkań zarówno u siebie, jak i w delegacji. Gospodarze z kolei przynajmniej jedną bramkę na własnym obiekcie zdobywali w 23. z 24. spotkań na różnych frontach. Nie tylko dzisiejsi przyjezdni są w świetnej formie. Sporting jest u siebie obecnie niepokonany w regulaminowym czasie od... niepamiętnych czasów a ostatnie 5 spotkań to 5 zwycięstw. Oba te zespoły wygrały pierwsze 2 spotkania w grupie LE i wynik dzisiejszego starcia wyłoni pewniejszego lidera tabeli. Arsenal to zdecydowany faworyt do zdobycia mistrzostwa LE dodatkowo biorąc pod uwagę ich obecną formę, która jest po prostu kosmiczna. Patrząc na formę obu zespołów oraz na ich ostatnie spotkania przynajmniej 3 bramki w tym zaciętym spotkaniu to jak dla mnie pewna kwestia zatem zdecydowałem się właśnie tak obstawiać to spotkanie.
Dzisiejszego wieczoru również czeka nas spora dawka emocji spowodowana aż ośmioma spotkaniami w ramach trzeciej kolejki fazy grupowej LM. W jednym z nich przenosimy się do słonecznej Hiszpanii, dokładniej do Barcelony, gdzie duma Katalonii, FC Barcelona podejmie przyjezdnych z Włoch, Inter Mediolan. Barca w ostatniej kolejce udanie wykorzystała niepowodzenie Realu Madryt i "wskoczyła" na fotel lidera, którego jak wiadomo - łatwo na pewno nie odda. Zwycięstwo z Sevillą nie było przypadkowe - aż 6 bramek mogliśmy obejrzeć na Camp Nou w ubiegłą sobotę. Niestety podczas spotkania tego Katalończycy "stracili" baaardzo cennego gracza, Leo Messiego, który... złamał rękę i nie zobaczymy go w grze przez co najmniej 2 tygodnie. Cóż, żyje (gra) się dalej i trzeba będzie radzić sobie bez kapitana. Inter obecnie jest w szczytowej formie. Aż 7 kolejnych zwycięstw na wszystkich frontach i to ostatnie - w derbach Mediolanu sprawiły, że w szatni Włochów z całą pewnością panuje wesoła i pozytywna atmosfera. Co prawda, grając w LM na Camp Nou zwycięstwa nie odnieśli NIGDY i myślę, że dziś nie będzie ten pierwszy raz. Mimo to przynajmniej jedna bramka z ich strony jest jak najbardziej prawdopodobna. Barca w dwóch pierwszych spotkaniach przeciwko PSV oraz Tottenhamowi strzeliła aż 8 bramek, tracąc dwie. Jeśli popatrzymy dalej, o wiele dalej Blaugrana wygrała u siebie 25 z 27. ostatnich spotkań w LM (pozostałe 2 to remisy) a łączny bilans bramkowy to uwaga... 85:13! Patrząc na formę obu zespołów i atut własnego boiska, który wiele może dziś zdziałać spodziewam się widowiskowego spotkania, w którym z pewnością bramek nie zabraknie. Stawiam więc na co najmniej 3 bramki w spotkaniu.
Niestety, maszyna Jugena Kloppa, która od początku sezonu miażdżyła każdego we wszystkich rozgrywkach zaczęła nieco szwankować, czego efektem była seria czterech spotkań bez zwycięstwa i rażąca w oczy niska skuteczność. Zawodzi także rewelacyjne trio poprzedniego sezonu Salah - Firmino - Mane... Czy mimo tego the Reds poradzą sobie z przyjezdnymi z Serbii? Niemal na pewno, jednak wielu bramek się tu nie spodziewam. Po serii 11. kolejnych zwycięstw na wszystkich frontach przyszedł trudniejszy czas dla podopiecznych niemieckiego szkoleniowca. Porażka oraz remis z Chelsea, remis z City oraz bardzo niefortunna porażka z Napoli w poprzedniej kolejce LM... oczywiście nie ma mowy o żadnym kryzysie jednak skutecznością ostatnimi czasy popisać się nie mogą. Ostatnie spotkanie w lidze wygrali lecz tylko jedną bramką. Dziś, grając na Anfield, które jest ich 12. zawodnikiem są zdecydowanym faworytem i każdy inny wynik niż ich zwycięstwo byłby wielką sensacją i rozczarowaniem. Przyjezdni z Serbii mimo bardzo dotkliwej porażki w Paryżu (6:1) na Anfield powinni zagościć w lepszych nastrojach niż myślimy. Ich 4 kolejne spotkania to 4 zwycięstwa i mimo iż zostali rozbici przez Paryżan w poprzedniej kolejce dysponują całkiem skuteczną defensywą... podobnie jak Liverpool. Myślę, że brak skuteczności miejscowych oraz dobra obrona przyjezdnych przełoży się na wynik tego starcia i nie zobaczymy w nim więcej niż 4 bramki, co właśnie obstawiam. Oczywiście spodziewam się pewnego zwycięstwa gospodarzy ale bez festiwalu bramkowego.
Zazwyczaj gdy spotykają się dwie tak znane i cenione marki emocji nie braknie. Przy okazji nie braknie również... bramek. Najlepszym tej tezy przykładem było spotkanie mianowane hitem pierwszej kolejki, Liverpool - PSG. Obejrzeliśmy wówczas szaleńcze spotkanie pełne jakości i aż pięć bramek. Dziś Paryżanie podejmą u siebie przyjezdnych z Neapolu, którzy w przeciwieństwie do nich - pokonali podopiecznych Jurgena Kloppa. Czy dokonają tego samego na Parc des princes? O dziwo, będzie im znacznie ciężej. Otóż podopieczni Thomasa Tuchela już od początku sezonu w lidze francuskiej, wygrywając WSZYSTKIE 10 pierwszych spotkań. Co więcej, spotkania z ich udziałem to istna gwarancja bramek - we wszystkich tych dziesięciu spotkaniach oraz w dwóch w LM mogliśmy zobaczyć przynajmniej 3 bramki! W samych ostatnich pięciu spotkaniach u siebie strzelili rywalom aż 24 bramki! Czy dokonają tego w walce z wicemistrzami Włoch? Ci z kolei również mogą pochwalić się całkiem przyzwoitą formą i skutecznością a na przestrzeni ostatnich ośmiu spotkań porażkę ponieśli tylko raz - z Juventusem. Drużyny te ostatni raz grały ze sobą w 2014. roku w meczu sparingowym. Wówczas lepsi okazali się przyjezdni ze stolicy Francji, pokonując miejscowych 1:2. Cóż, wiele wskazuje, że również dzisiejszego wieczoru w Paryżu spadnie deszcz bramek, co też postanowiłem obstawiać. Mi wystarczą 3 i myślę, że liczba ta szybko zostanie pokryta.
To niesamowite, że zdobywca pucharu Ligi Mistrzów z trzech poprzednich lat jest obecnie w takim kryzysie... Tak, chodzi mi oczywiście o kolejne 5 spotkań bez zwycięstwa (4 porażki i remis) z łącznym bilansem 1:7. Choć w ostatnim spotkaniu przeciwko Levante (1:2) dostrzec mogliśmy lekkie "postępy" jeśli w ogóle można to tak nazwać zdecydowanie brak Ronaldo spędza sen z powiek niejednemu fanowi "Królewskich" jak i z pewnością Florentino Perezowi... Jedno jest pewne, zespół ze stolicy Hiszpanii musi wziąć się w garść by nie odpaść z walki już w fazie grupowej a taki przypadek miał miejsce ostatni raz w...1979 roku. Wiadomo, chcieć nie zawsze oznacza móc i dzisiejszego wieczoru nie spodziewam się cudownego wyjścia z dołku podopiecznych Julena Lopetegui'ego. Przyjrzyjmy się drużynie przyjezdnych, swoje zmagania w grupie LM w tym sezonie rozpoczęli od nieszczęsnego remisu z CSKA (tracąc decydującą bramkę w ostatnich minutach) oraz bardzo dotkliwej porażki z AS Romą 5:0. Te dwa zdecydowanie nie najlepsze spotkania dają im lokatę ostatniego miejsca w tabeli z tylko jednym punktem dorobku. Czy dziś ten dorobek ulegnie zmianie? Szczerze, ciężko powiedzieć. Ewentualna porażka Realu i to u siebie z drużyną nie ukrywając, sporo niżej notowaną byłaby już prawdziwą tragedią a wtedy dni obecnego szkoleniowca "Królewskich" byłyby już z pewnością policzone. Czy do tego dojdzie? Niech zweryfikuje boisko. Ja jednak nie spodziewam się festiwalu bramek i stawiam, że w tym spotkaniu nie obejrzymy więcej niż czterech bramek. Gospodarzom brakuje skuteczności, czego efekty wszyscy już znamy... Goście z kolei mają wielką szansę postawić się tak wielkiej marce i być może nawet podbić ich bramkę. Tak czy siak, patrząc przez pryzmat ostatnich spotkań Realu... wielu bramek nie będzie.




