W pierwszym meczu 29.kolejki niemieckiej Bundesligi na Commerzbank-Arena dojdzie do pojedynku pomiędzy Eintrachtem Frankfurt a Borussią Moenchengladbach. Patrząc na formę wydaje się, że faworytem tego spotkania są goście, którzy w rozgrywkach ligowych nie przegrali od 8 spotkań i widać, że za główny cel postawili sobie zajęcie na koniec sezonu 3.miejsca dającego prawo gry w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Jak na razie ten cel realizują, bowiem są na wspomnianej lokacie w tabeli ale muszą wciąż wygrywać swoje spotkania, bowiem tuż za nimi jest Bayer Leverkusen, który również w ostatnim czasie regularnie wygrywa swoje spotkania ligowe. Jeśli chodzi o Eintracht Frankfurt to oni też wciąż mogą myśleć o grze w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Aktualnie zajmują 8.miejsce i do Schalke (5.miejsce) tracą 6, a do Augsburga (6.miejsce) 4 punkty. Szkopuł w tym, że walką o Ligę Europejską w ostatnim czasie nie jest zbyt powalająca, można wręcz rzec, że zespoły nie za bardzo chcą grać w tych rozgrywkach. Ciężko bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że drużyny, które mają na to szansę (zespoły z miejsc 5-9) w ostatnich 3 kolejkach co najwyżej remisowały swoje spotkania. Frankfurt np. w 5 ostatnich kolejkach wygrał tylko raz (z Paderborn 4:0) raz zremisował (z Hannoverem 2:2) i 3 razy przegrał. Warto również zauważyć, że Borussia w ostatnich sezonach nieźle radziła sobie w meczach na Commerzbank-Arena, otóż z na 5 ostatnich wizyt na tym obiekcie wygrała 4 razy i tylko raz górą okazała się drużyna gospodarzy. Co może jeszcze przeważyć szalę na gości? Według mnie bardzo mądra i dobrze poukładana gra obronna. Borussia w tym sezonie straciła tylko 22 gole, w ostatnim czasie dodatkowo poprawiła swoją skuteczność, stąd też seria lepszych wyników i miejsce dające prawo myśleć o Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie. Eintracht natomiast to drużyna, która dużo goli strzela (51) ale jeszcze więcej traci (57 - obok Werderu najwięcej w lidze). Myślę, że może to mieć przełożenie na dzisiejszy pojedynek. Wpływ na wynik może mieć również brak w drużynie gospodarzy Alexa Meiera czyli najskuteczniejszego zawodnika w drużynie z Frankfurtu - do tej pory strzelił 19 goli w 26 meczach ligowych. Oprócz niego nie zagrają również Zambrano (13/0), Russ (23/2) oraz pauzujący za kartki Stendera (21/3). W drużynie gości jedynym nieobecnym jest Stranzl (19/0).
Paradoksalnie gdy wydawało się, że Ol. Marsylia w końcu wydostała się z kryzysu - pewne zwycięstwa z Toulouse (6:1) i Lens (4:0) oraz remis z Lyonem (0-0) przyszły dwa cięższe spotkania w którym podopieczni Marcelo Bielsy wcale tak źle się nie prezentowali a mimo to przegrali. Mowa tu o spotkaniach z PSG (2:3) i Bordeaux (0:1) po których stracili miejsce w pierwszej "trójce" kosztem Monaco w ligowej tabeli. Oczywiście Marsylia wciąż również ma jeszcze szansę na tytuł mistrzowski, choć trzeba przyznać, że te szansę są już raczej minimalne i lepiej się skupić na tym by zacząć regularnie punktować i znów wskoczyć do pierwszej "trójki", bo aktualnie już nawet St. Etienne (5.miejsce) i Bordeaux (6.miejsce) depczą po piętach Marsylii i tracą raptem punkt i 3 punkty. Dziś zmierzą się na Stade de la Beaujoire z Nantes i wydaje się, że są faworytem tego spotkania. Po pierwsze jak już wspomniałem Marsylia we wcześniejszych spotkaniach zaczęła przejawiać już symptomy lepszej gry no i te dwa pewne i efektowne zwycięstwa na pewno dają do myślenia. Jeśli chodzi o Nantes to jeszcze kilka kolejek temu wydawało się, że "Kanarki" będą próbować nawet zaatakować miejsca dające prawo gry w Lidze Europy. Wydaje się jednak, że to w tym sezonie jeszcze za wysokie progi na tą drużynę. Co prawa sezon dla nich jeszcze się nie skończył, bo mają co prawda 40 punktów na koncie ale tylko 5 przewagi nad strefą spadkową. A ich ostatnia forma pozostawia naprawdę wiele do życzenia - w 10 ostatnich meczach ligowych wygrali tylko 2 razy, 3 razy remisowali i 5 razy przegrywali. Ostatnie dwa mecze podobnie jak w wykonaniu OM to porażki z Cean 1:2 i z St. Etienne 0:1. Osobiście uważam więc, że dziś bardziej zdeterminowaną drużyną by wygrać (mającą wciąż naprawdę sporo do zyskania w tym sezonie) jest Marsylia. Nantes co prawda nie może być jeszcze pewne utrzymania ale myślę, że prędzej czy później sobie to utrzymanie zapewnią nawet punktując tak jak w ostatnim okresie. Jeśli chodzi natomiast o nieobecnych to w drużynie gospodarzy nie zagra Mbida, a u gości Payet. Podsumowując stawiam w tym meczu na wygraną OM.
Długo zastanawiałem się czy zagrać w tym meczu handicap bramkowy w stronę Sevilli czy po prostu ich zwycięstwo. Ostatecznie zdecydowałem się na ten pierwszy wariant, dlaczego? Wczoraj mieliśmy przykład w Lidze Mistrzów, gdzie wydawało się, że mecz PSG z Barceloną będzie spotkaniem wyrównanym. Zabrakło jednak kilku ważnych zawodników dla drużyny Paryżan i Barcelona pewnie wygrała 3:1. W drugim meczu mieliśmy podobną sytuację Bayern bez duetu Robben - Ribery przegrał w Porto 1:3 i jednemu z faworytów rozgrywek będzie bardzo ciężko o awans do półfinału. Jak to się wszystko ma do spotkania Sevilli z Zenitem? Otóż w drużynie André Villas-Boas również przed dzisiejszym starciem brakuje kilku ważnych piłkarzy. Kontuzjowany jest Fayzulin natomiast za kartki pauzuje, aż 4 piłkarzy! Są to Smolnikov, Criscito, Danny i Hulk czyli naprawdę są to dość poważne osłabienia w drużynie z Rosji. Dodajmy do tego, że w ekipie Sevilli nie zagra jedynie Beto i być może Daniel Carriço to wychodzi nam, że Sevilla grają u siebie musi po prostu taką okazję wykorzystać i nie tylko wygrać ale wygrać jak największym stosunkiem bramkowym, bo w rewanżu będzie już zupełnie inny Zenit, no i przede wszystkim będzie o dobry wynik będzie zdecydowanie ciężej. Wydaje się jednak, że Sevilla jest aktualnie w na tyle dobrej formie, że sprzyjające okoliczności jakie się przytrafiły będzie potrafić wykorzystać. Podopieczni Unaia Emery'ego bowiem od 10 spotkań nie zaznali goryczy porażki, w tym czasie wygrali 8 razy i 2 razy remisowali (z Atletico oraz z Barceloną). U siebie natomiast wyniki Sevilli muszą robić również wrażenie, bowiem zazwyczaj ta drużyna mecze domowe wygrywa, co jakiś czas przytrafi się remis. Myślę, że moja propozycja na to spotkanie do dobry pomysł i warty zagrania.
Na Volkswagen Arena dojdzie dziś do pojedynku niemiecko-włoskiego w 1/4 Ligi Europy. VfL Wolfsburg podejmie SSC Napoli i wydaje się, że to przedstawiciel Bundesligi (przynajmniej w pierwszym meczu) jest faworytem do zwycięstwa. Wolfsburg co prawda niezbyt często rywalizuje z włoskimi drużynami w europejskich pucharach, ale w tym sezonie ma już na rozkładzie Inter Mediolan (3:1 i 2:1) w poprzedniej rundzie tych rozgrywek. Jeśli chodzi o Napoli to oni akurat w rywalizacji z niemieckimi drużynami nie prezentują się najlepiej - do tej pory rywalizowali 16 razy z zespołami z Bundesligi, wygrali 4 razy, 4 razy remisowali i 8 razy przegrywali. Jeszcze gorzej wygląda to na "niemieckiej ziemi" gdzie nie wygrali ani razu - 3 remisy i 5 porażek. Ponadto warto też uzmysłowić sobie, że Wolfsburg na własnym terenie jest bardzo wymagającym rywalem i ciężkim do pokonania. Tylko w Bundeslidze ich statystyki meczów domowych to 12 zwycięstw i 2 remisy (mają lepsze niż Bayern Monachium). W 2015r. natomiast Wolfsburg wygrał wszystkie swoje domowe spotkania (licząc wszystkie rozgrywki), co również musi robić wrażenie. Jeśli chodzi o Napoli to oni ostatnio w efektownym stylu wygrali z Fiorentiną (3:0), wcześniej jednak bardzo mocno zawodzili, dość powiedzieć, że zwycięstwo nad Violą było 2 wygraną w ostatnich 10 meczach o stawkę! Jeśli chodzi o sytuację kadrową to gospodarze muszą sobie radzić bez Hunta, pozostali piłkarze będą natomiast dziś do dyspozycji trenera Dietera Heckinga. Rafael Benítez natomiast nie będzie mógł skorzystać z usług Michu, Gargano i Zúñigi. Według mnie pierwszy mecz tych ekip rozstrzygnie na swoją korzyść zespół z Wolfsburga i wcale nie musi być to skromne jednobramkowe zwycięstwo. Według mnie VfL stać by na własnym boisku wypracować sobie odpowiednią zaliczkę przed meczem rewanżowym.
Na Mercedens-Benz-Arena dojdzie dziś do bardzo istotnego spotkania jeśli chodzi o walkę o utrzymanie w Bundeslidze. Otóż VfB Stuttgart, które obecnie zajmuje ostatnie miejsce w tabeli podejmie Werder Brema. Goście wiosnę rozpoczęli w imponującym stylu, w pewnym momencie mówiło się nawet o tym, że zespół z Bremy powalczy nawet o europejskie puchary. Co prawda tak szansa wciąż istnieje, tym bardziej, że wczoraj punkty zgubiły drużyny Augsburga i Schalke, a do tych pierwszy Werder traci raptem 4 oczka ale wydaje się, że na europejskie puchary jest jeszcze za wcześnie. Przede wszystkim ze względu na to, że ostatnio Werder nieco obniżył loty. W 5 ostatnich kolejkach wygrał tylko raz, 2 razy zremisował i 2 razy przegrał i wydaje się, że forma Werderu nie jest już tak wysoka jak na początku wiosny i cel, którym było utrzymanie się w Bundeslidze jakby zadowoliło graczy z Bremy. Stuttgart co prawda w ostatnim czasie nie ma o wiele lepszych statystyk bowiem również wygrali tylko raz w ostatnich 5 kolejkach (2 razy z remisowali i 2 razy przegrali) ale zwycięstwo to odnieśli w końcu na własnym podwórku, pokonując Frankfurt 3:1. W poprzedniej kolejce przegrali co prawda z Wolfsburgiem ale ich gra wydaje się idzie w dobrym kierunku i dziś grając z „nożem przy gardle” według mnie dadzą z siebie wszystko i znów zdobędą jakże ważne 3 punkty w walce o utrzymanie. Gra Stuttgart idzie w dobrym kierunku, głównie ze względu na to, że sytuacja kadrowa tej ekipy wygląda na ten moment bardzo dobrze. Otóż Huub Stevens nie może skorzystać jedynie z usług Didavi (6/2) i Wanitzeka, może natomiast już grać m.in. Rüdiger. Jeśli chodzi o gości to tutaj sytuacja wygląda nieco inaczej. Trener Skripnik nie może korzystać z usług Lorenzena, Caldirola (7/1), Garci (24/0) i Zandera, którzy są kontuzjowani, dodatkowo za kartki pauzuje dziś Prödl (17/3). Warto również dodać, że Werder na wyjazdach w tym sezonie traci sporo goli – do tej pory 32 bramki i jedynie Frankfurt ma w delegacjach więcej goli straconych (33). Dziś Stuttgart powinien to wykorzystać tym bardziej, że rywale zagrają bez dwóch ważnych ogniw w defensywie tj. Garcii i Prödla. Ponadto pamiętajmy, że Stuttgart w końcu przełamał się w ostatnim meczu na własnym boisku i dziś powinien pójść za ciosem i znów wygrać jeśli myślą o utrzymaniu się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech.
Wydawało się jeszcze kilka tygodniu temu, że wicemistrzostwo Niemiec dla Wolfsburga jest już zaklepane, tak jak mistrzostwo dla Bayernu. Ostatnio jednak Wolfsburg zaczął grać dość nieregularnie (porażka z Augsburgiem i remis z Mainz) co sprawiło, że ich przewaga nad trzecim zespołem zmalała do 7, a nad czwartym do 9 punktów. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że to wciąż dużo ale warto zauważyć, że zarówno Borussia M’Gladbach jak i Bayer Leverkusen w ostatnim czasie regularnie wygrywają swoje spotkania i jeżeli Wolfsburg szybko nie zacznie wygrywać na wyjazdach to przewaga będzie topnieć i nie jest powiedziane, że te drugie miejsce utrzymają do końca sezonu. Ja osobiście jednak myślę, że Wolfsburg w końcu i w meczu wyjazdowym się przełamie, myślę, że będzie to już w tej kolejce gdzie zagrają na Imtech Arena z HSV. Gospodarze co prawda wciąż są zamieszani w walkę o utrzymanie (aktualnie zajmują barażowe miejsce) ale ciężko jest napisać, że piłkarze HSV przypięci do muru zaczęli ostatni grać lepiej, ba wygląda to coraz gorzej. W 4 ostatnich meczach nie potrafili zdobyć gola, punktów też ostatnio zdobywają jak na lekarstwo (2 w 7 ostatnich kolejkach), a ostatnio zostali rozbici przez Leverkusen 0:4. Wydaje się więc, że dla Wolfsburga jest to idealny przeciwnik z którym można pokusić się o zwycięstwo i umocnieniu pozycji wicelidera rozgrywek. Tym bardziej, jak już wspomniałem HSV to drużyna, która w tym sezonie ma wielkie problemy ze zdobywaniem bramek, a ostatnio to się nawet nasiliło. Ciężko więc będzie o punkty z takim rywalem jak Wolfsburg, który przecież w ofensywie potrafi prezentować się znakomicie i ma z przodu takich zawodników jak Dost, De Bruyne czy Schürrle. W dzisiejszym meczu w ekipie gości nie zagrają Luiz Gustavo (kartki) oraz Felipe i Hunt (urazy). W drużynie gospodarzy jedynym kontuzjowanym zawodnikiem jest Diekmeier, mimo to uważam, że Wolfsburg grając swoją piłkę nie powinien mieć dziś kłopotów ze zdobyciem kompletu punktów.
Jak wiemy w następnym tygodniu Atletico czeka pierwszy mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów z Realem Madryt, nie sądzę jednak by trener Los Colchoneros Diego Simeone zbytnio kombinował przed dzisiejszym starciem na La Rosaleda z Malagą. Po pierwsze Atletico przyzwyczaiło nas, że w każdym kolejnym meczu grają na 100%, a Simeone nie ma w zwyczaju oszczędzać swoich zawodników, a po drugie może istotniejsze zespół z Vicente Calderon musi walczyć o to by utrzymać 3.miejsce w ligowej tabeli. Chrapkę na tą pozycję mają bowiem zarówno Valencia jak i Sevilla, które nie tracą, aż tak wielu punktów (3 i 4) i co ważne w ostatnim czasie dość regularnie punktują. Celem Malagi jest natomiast wyprzedzić na zakończenie sezonu Villarreal (6.miejsce), choć zadanie do łatwych należeć nie będzie. Po pierwsze tracą 5 pkt, a po drugie w ostatnim czasie Malaga chyba przechodzi słabszy okres w swojej grze. W 3 ostatnich kolejkach zdobyli raptem 1 pkt (podobnie jak Villarreal), a wcale nie grali z jakimiś mocnymi drużynami, ba były to drużyny Rayo, Eibar i słabo grające w tym sezonie Sociedad. Osobiście więc uważam, że dziś Atletico powinno sięgnąć po 3 pkt i umocnić się tym samym na 3.miejscu w ligowej tabeli. W 3 ostatnich sezonach Malaga nie potrafiła pokonać Atletico, choć remisowała, w tym Atletico wygrał 3:1 na własnym obiekcie. Dziś zapewne fani Atletico liczą na powtórkę i według mnie mają powody do optymizmu. Po nieco słabszym okresie (gdzie zdarzały się Atletico remisy) w 3 ostatnich kolejkach zdobyli komplet punktów (nie tracą bramki, zawsze wygrywając 2:0). Malaga natomiast jak już wspomniałem ostatnio obniżyła loty i według mnie jest dziś do pokonania. Myślę, że Atletico będzie potrafiło to wykorzystać. Jeśli chodzi o nieobecnych to w drużynie gospodarzy nie zagra Ignacio Camacho. Po stronie gości natomiast zabraknie Mario Mandzukicia i Raula Garcię, a Diego Godin mecz zapewne rozpocznie na ławce rezerwowych.
Lider rozgrywek Ekstraklasy Legia Warszawa zawita dziś do Gdańska by zmierzyć się z Lechią. Faworytem tego starcia jest zespół przyjezdnych, pamiętajmy jednak, że gospodarze w ostatnim czasie notowali naprawdę bardzo dobre wyniki, przed porażką w Krakowie z Cracovią (2:3) zanotowali bowiem 3 zwycięstwa z rzędu oraz 6 meczów bez porażki. Tym samym awansowali również do pierwszej „ósemki” w tabeli, wciąż jednak muszą walczyć by w niej pozostać. Ja w tym meczu nie będę wskazywał faworyta, wydaje mi się bowiem, że Legia będzie miała dziś bardzo ciężką przeprawę i Lechia może tutaj pokusić się nawet o zwycięstwo. Postanowiłem natomiast zagrać over bramkowy. Jeśli chodzi o statystyki to można je interpretować dwojako. Z jednej strony bowiem Legia to aktualnie najbardziej overowy zespół w lidze – 19 overów w 26 kolejkach, ponadto najwięcej goli zdobytych (51) oraz to właśnie w meczach z udziałem Legii pada statystycznie najwięcej goli w naszej Ekstraklasie (średnio 3.1). Z drugiej strony mamy Lechię dla której ostatni mecz z Cracovią (2-3) był pierwszym w którym zanotowali over 2.5 goli w tym roku! Statystyki również nie powalają raptem 10 overów. Ponadto w ostatnich 5 meczach między tymi drużynami nie zanotowaliśmy overów – zwykle mecze te kończyły się wynikiem 1:0 (4x). Warto jednak też w tym miejscu zaznaczyć, że jeśli chodzi o mecze wyjazdowe Legii to statystyki over/under prezentują się naprawdę zachęcająco: 12 overów i 1 under. Co sprawia, że postanowiłem zagrać tu over? Przede wszystkim uważam, że Lechia nie będzie tutaj się bronić tylko powalczy o zwycięstwo. Remis w zasadzie im nic nie daje, bowiem Lechia jest na ten moment na pograniczu gry w strefie mistrzowskiej. Pamiętajmy również, że Lechia to jednak drużyna składająca się z naprawdę uznanych piłkarzy w naszym kraju i na pewno są wstanie powalczyć z Legią. Osobiście więc spodziewam się naprawdę dobrego widowiska, wszak zarówno jedni i drudzy potrafią grać w piłkę i mam nadzieje, że będą potrafili to pokazać dziś na boisku. Jeśli chodzi o sytuację kadrową to w Lechii nie zagrają dziś Malbasić i Leković, mimo problemów zdrowotnych Mili i Wawrzyniaka, obaj dziś powinni pojawić się na boisku. W Legii natomiast nie zagrają Dossa Junior i Pinto.
Do bardzo ciekawej konfrontacji dojdzie dziś na San Mames, Athletico Bilbao podejmie Valencię, która walczy, wydaje się już nie tylko o 4.miejsce ale również będzie próbowała „przegonić” z 3 miejsca Atletico Madryt. W tej kolejce ich najgroźniejsi rywale wygrywali tj. Atletico Madryt 2-0 z Real Sociedad, natomiast Sevilla z Levante 2:1. Teraz czas na odpowiedź drużyny trenera Nuno Espírito Santo, zadanie jednak do łatwych należeć nie będzie. Bilbao co prawda raczej nie ma co liczyć na zajęcie miejsca w pierwszej „szóstce” na koniec sezonu – strata to Villarreal jest już spora i wynosi 11 oczek, ale fanów zespołu z San Mames na pewno cieszy, że ich pupile w ostatnim czasie zaczęli prezentować się dużo. Ostatnio mieli nawet serię 5 meczów wygranych z rzędu, w ostatniej jednak kolejce tą serię przerwała Sevilla, która wygrała z nimi 2:0 na własnym obiekcie. Zapewne Valencii liczy na powtórzenie takiego wyniku i umocnienie się w tym momencie na 4.miejscu. Warto w tym miejscu pamiętać, że dla Bilbao w tym sezonie w lidze pozostała walka w zasadzie o dobre imię dla klubu i mimo wszystko próba zajęcia wysokiego 7.miejsca. Z drugiej strony piłkarze Bilbao mają jeszcze w tym sezonie finał Pucharu Króla na Camp Nou z Barceloną i być może przez te rozgrywki dostaną się do Ligi Europy w przyszłym sezonie. Valencia natomiast wszystkie swoje siły rzuca na ligę i wydaję mi się, że to właśnie goście mogą w tym meczu być bardziej zdeterminowani by wygrać. Warto też wspomnieć, że jeśli chodzi o Valencię i Sevillę to ich piętą achillesową w tym sezonie były do niedawna mecze wyjazdowe, gdzie często gubiły te drużyny punkty. Ostatnio jednak zarówno Sevilla jak i Valencia poprawiły się w tej kwestii. „Nietoperze” z 4 ostatnich delegacji przywieźli 10 oczek – zwycięstwa nad Espanyolem, Cordobą i Elche oraz remis z Atletico Madryt sprawiają, że nie należy dziś przekreślać szans gości, choć jak wiemy czeka ich ciężki wyjazd. Pamiętajmy jednak, że w przeszłości Valencia potrafiła grać na San Mames i potrafiła wygrywać, ba w 5 ostatnich sezonach Bilbao u siebie wygrało tylko raz z Valencią, raz zremisowało i 3 razy przegrywało. W dniu dzisiejszym na boisku nie zobaczymy po stronie gości pauzującego za kartki Daniego Parejo oraz kontuzjowanych José Gayi i Enzo Péreza. U gospodarzy natomiast pauzuje za kartki Laporte, kontuzjowani są Muniain i Iturraspe, a niepewny występu jest Iraola. Moja propozycja w tym meczu to wygrana gości.
W Pradze na stadionie Eden reprezentacja Czech będzie starała się umocnić swoją pozycję w grupie 5 i przybliżyć się do awansu do Euro 2016. Przypomnę bowiem, że jesienią Czesi byli rewelacją tych eliminacji, potrafili pokonać Holendrów, Turków, Islandczyków i Kazachstan i z kompletem punktów zajmują pierwsze miejsce w grupie 5. Ich dzisiejszy rywal Łotwa raczej w tej grupie nie będzie odgrywać ważnych ról, już na ten moment ich szansę nawet na 3.miejsce wydają się minimalne. Do tej pory bowiem Łotwa zremisowała z Kazachstanem i Turcją oraz przegrała z Holandią i Islandią. Obie porażki były dość bolesne bowiem z Islandią przegrali 0:3 a z Holandią 0:6. Dziś również nie spodziewam się jakiegoś zaskakującego wyniku, raczej ten mecz wygra reprezentacja Czech, ja dodatkowo gram tutaj na zwycięstwo Czechów z handicapem bramkowym (-1.5 gola). Obie reprezentacje grały ze sobą 2 razy. Na Euro 2004, gdy Łotwa sensacyjnie znalazła się wśród najlepszych drużyn Starego Kontynentu Czesi wygrali 2:1. w 2010 r. w meczu towarzyskim również Czesi byli lepsi wygrywając 4:1. Osobiście nie przykładałbym dużej wagi do tych wyników, w 2004r. Łotysze mieli swój najlepszy okres, aktualnie natomiast jest to reprezentacja słaba. W drużynie Mariansa Paharsa jest co prawda sporo znanych zawodników ale znani są kibicom z Polski głównie z tego, że grają w naszej Ekstraklasie lub w niej byli w przeszłości, chociażby Pāvels Šteinbors, Igors Tarasovs, ,Aleksejs i Eduards Višņakovs czy Deniss Rakels. Jeśli chodzi natomiast o Czechów to widać, że pod wodzą Pavela Vrby drużyna poczyniła spory postęp i prezentuje się naprawdę przyzwoicie z szansami na wyjazd na Euro 2016. Co prawda jeśli chodzi o mój typ na handicap, to 3 z 4 meczów w tych eliminacjach Czesi wygrali w stosunku 2:1 ale grali też z mocniejszymi rywalami niż Łotwa. Jeden raz wygrali różnicą 2 goli - 4:2 z Kazachstanem na wyjeździe, u siebie jednak myślę, że są wstanie wygrać w naprawdę dobrym stylu i wygrać wysoko. Moja propozycja na to spotkanie to wygrana z handicapem bramkowym drużyny Czech.







