Mecz dwóch ekip, które teoretycznie mają wciąż szansę znalezienia się w grupie mistrzowskiej Ekstraklasy. O ile dla Górnika Łęczna byłby to spory sukces - ich cel na ten sezon to utrzymanie, o tyle dla Lechii walka w najlepszej "ósemce" to absolutne minimum w tym sezonie (mówiło się przecież o europejskich pucharach). Wydaje się, że bliżej tego celu są piłkarze Lechii, którzy zajmują 9.miejsce ale nie tracą zbyt wielu punktów do wyprzedzających ich drużyn. Górnik natomiast musiałby liczyć na 2 zwycięstwa (dziś i z Piastem w środę) oraz liczyć na korzystne wyniki innych spotkań. Osobiście wydaje mi się, że w zdecydowanie lepszym położeniu jest Lechia i to zespół Jerzego Brzęczka powinien wykorzystać atut własnego boiska. Tym bardziej, że na wiosnę w Gdańsku Lechia spisuje się naprawdę bardzo dobrze - 5 meczów 4 zwycięstwa i 1 remis (z Zawiszą) i co ważniejsze w żadnym z tych spotkań nie stracili gracze z Gdańska gola (bilans bramkowy 4-0) a grali przecież i z Wisłą i z Legią. Ogólny bilans graczy Lechii w tym sezonie na własnym boisku to 7 zwycięstwa, 3 remisy i 4 porażki. Jeśli chodzi o Łęczną to tutaj sytuacja wygląda w następujący sposób. Górnik większość punktów w tym sezonie zdobywa na swoim terenie (25) na wyjazdach wiedzie im się różnie, choć można również napisać, że słabo - 9 pkt zdobytych (2 zwycięstwa, 3 remisy i 9 porażek - bilans bramkowy 7:21). Warto dodać, że Łęczna strzela najmniej goli w meczach wyjazdowych i jeżeli dodamy do tego, że Lechia u siebie na wiosnę nie straciła jeszcze gola to nie trudno przewidzieć, że dziś szansę na to by Lechia znów zagrała na zero z tyłu są naprawdę duże. Tym bardziej, że wracają do kadry Wawrzyniak i Wojtkowiak, których zabrakło w ostatnim meczu ligowym. Moja propozycja na to spotkanie to być może skromna ale jednak wygrana gospodarzy i przybliżenie się tym samym do strefy mistrzowskiej. Brak Lechii w najlepszej "ósemce" byłby bowiem nie lada wydarzeniem ale myślę, że podobnie jak w poprzednim sezonie uda im się awansować i być może powalczą o lepszy wynik niż w poprzednim sezonie (wtedy zajęli na koniec 4.miejsce, przed tym sezonem nie urywano, że chcieliby poprawić ten wynik). Szansę na to wciąż są ale dziś trzeba wygrać z Górnikiem Łęczną, myślę, że zadanie jak najbardziej do wykonania przez graczy Lechii.
W 32.kolejce Serie A dojdzie do spotkania dwóch wielce zasłużonych klubów Włoski czyli Inter podejmie Romę. Na papierze jest to naprawdę bardzo ciekawe spotkanie patrząc jednak na ostatnie wyniki obu ekip raczej nie należy spodziewać się powtórki z poprzedniej rundy kiedy to padło 6 bramek, a Roma wygrała 4:2. Dziś co prawda obie ekipy będą starały się wygrać ale wydaje mi się, że dość prawdopodobnym rozstrzygnięciem w tym starciu jest remis. Zarówno Roma jak i Inter w tym sezonie sporo meczów remisują. Roma ma na koncie już 13 remisów (z czego 2 w ostatnich 2 kolejkach - z Atalantą 1:1 i Torino 1:1). Jeśli chodzi o Inter to ma tylko jeden remis mniej (12), co jednak ciekawe w 3 ostatnich meczach domowych 3 razy remisowali (z Cesaną 1:1, Parmą 1:1 i Milanem 0:0). I właśnie chcą nie chcą porównuje sobie ostatni mecz Interu z Milanem do tego dzisiejszego. Wtedy też były duże zapowiedzi, że obie ekipy wciąż grają o puchary jednak sam mecz mocno rozczarował. Myślę, że podobnie może być dziś bo Roma podobnie jak Inter nie jest w najwyższej formie, a ponadto ma spory kłopot ze zdobywaniem bramek. Dość powiedzieć, że w 9 ostatnich meczach o stawkę potrafili strzelić w meczu swoim rywalom co najwyżej 1 gola. Ostatni raz kiedy udało się zdobyć 2 bramki w jednym meczu to mecz z Feyenoordem w Lidze Europy (2:1) - zresztą w 20 ostatnich meczach tylko 3 razy udało im się dokonać takiej rzeczy (za każdym razem zdobywali 2 bramki). To pokazuje jakie problemy ma Roma ze zdobywaniem bramek. Jeśli chodzi o Inter to tutaj jest podobnie (choć statystyki mają nieco lepsze), nie zmienia to jednak faktu, że według mnie bardzo prawdopodobnym rozstrzygnięciem w tym meczu będzie remis i to remis bezbramkowy. W dniu dzisiejszym na boisku zabraknie Medela, Jonathana, Dodo i Campagnaro po stronie gospodarzy oraz Astoriego, Strootmana, Castana i Maicona w drużynie przyjezdnych.
Wczoraj Legia tylko zremisowała przy Cichej z Ruchem Chorzów (0-0), dziś okazję by odrobić straty do lidera będzie mieć Lech, który podejmie Śląska Wrocław. Ostatnio co prawda podopieczni Macieja Skorży trochę rozczarowują - remisy z Koroną oraz Górnikiem Łęczną ale nie zmienia to faktu, że dziś grając u siebie będą faworytem spotkania ze Śląskiem. Śląskiem, który w poprzedniej kolejce w końcu się przełamał i wygrać wiosną - z Lechią 3:0. Przede wszystkim jeśli chodzi o typowanie tego spotkania to niebagatelną rolę może odegrać w tym starciu własne boisko. Zarówno bowiem Lech jak i Śląsk zdecydowanie lepiej radzą sobie u siebie niż na wyjazdach. Lech jeśli chodzi o mecze domowe jest najlepszą drużyną w naszej Ekstraklasie - 31 pkt zdobytych (9 zwycięstw, 4 remisy i 1 porażka) - ponadto 32 bramki strzelony (najwięcej ze wszystkich drużyn). Śląsk jeśli chodzi o mecze domowe zajmuje wysoką 3 pozycję, na wyjazdach natomiast nie jest już tak dobrze - 15 pkt (3 zwycięstwa, 6 remisów i 5 porażek). Ponadto pamiętajmy, że Lech to mimo wszytko mocniejsza kadrowo drużyna od Śląska. Śląska, który na wiosnę (nie licząc tego ostatniego meczu z Lechią) gra naprawdę słabo i wydaje mi się, że wspomniany mecz z Lechią wcale nie będzie zapowiedzią serii zwycięstw Śląska. Po prostu taki mecz musiał nadejść, bo seria meczów bez wygranej była naprawdę długa. Dziś jednak zmierzą się z Lechem, Lechem, który wciąż chce walczyć o mistrza i wczoraj dostali ku temu okazję by odrobić punkty do Legii. Myślę, że będą potrafili to wykorzystać, grając przed własną publicznością, jeśli nie grając u siebie i z drużyną, która zdecydowanie obniżyła loty w porównaniu z jesienią to marzenia o mistrzowskim tytule będzie chyba można odłożyć na kolejny sezon. Podkreślam jednak, że jestem dobrej myśli przed tym spotkaniem i typuję zwycięstwo Lecha. Jeśli chodzi o sytuację kadrową to w Lechu nie zobaczymy dziś Jevtica i Sadaeva, natomiast po stronie gości Droppa, Dudu Paraiba i Calahorro.
Dziś na Mercedens-Benz-Arena dojdzie do bardzo ważnego spotkania w kontekście walki o utrzymanie. VfB Stuttgart, które zajmuje przedostatnie miejsce podejmie SC Freiburg (14.miejsce), obie drużyny dzieli tylko 3 punkty i gdyby dziś podopiecznym Huuba Stevensa udało się wygrać to przeskoczą swoich rywali w tabeli. W innym wypadku (remis bądź wygrana gości) sprawi, że VfB znacząco przybliży się do spotkaniu z 1.Bundesligi. Ja osobiście stawiam jednak w tym meczu na wygraną Stuttgartu, myślę, że jest to dobry pomysł na ten mecz. Po pierwsze Stuttgart w końcu ostatnio zaczął punktować w meczach na własnym boisku - wygrał z Frankfurtem oraz z Werderem Brema. Co prawda na wyjazdach zaczął przegrywać ale i tak strata do bezpiecznego miejsca nie jest już tak duża i dziś jeżeli potrzymają swoją dobrą serię to mogą nawet wydostać się ze strefy spadkowej. Szansę to są, bowiem Freiburg na wyjazdach nie prezentuje się jakoś wybitnie - w tym sezonie zdobył raptem 11 pkt (2 zwycięstwa, 5 remisów i 7 porażek). Ponadto wydaje się, że Stuttgart ostatnio potrafi grać z Freiburgiem, w pierwszym meczu tych ekip wszak VfB wygrało 4:1, w sezonie ubiegłym Stuttgart również wygrywał 2:0 (dom) i 3:1 (wyjazd). Zresztą analizują ostatni mecze obu ekip (tylko w lidze) to z 12 ostatnich gier VfB wygrało 9 razy i tylko 3 razy Freiburg. Jak wygląda sytuacja kadrowa w obu drużynach przed tym spotkaniem? Gospodarze zagrają bez Leibolda oraz pauzującego za kartki Serey Die, u goście za kartki pauzuje natomiast Krmas a kontuzja eliminuje z gry Möller-Daehli. Podsumowując, osobiście większe szansę na zwycięstwo daję tutaj gospodarzom, którzy przede wszystkim w ostatnich sezonach radzą sobie bardzo dobrze w spotkaniach przeciwko Freiburgowi. Ponadto w końcu zaczęli wygrywać mecze domowe (w bardzo ważnym momencie) i dziś mają okazję w końcu wykaraskać się ze strefy spadkowej - myślę, że ta sztuka im się dzisiaj powiedzie i zdobędą komplet punktów.
Na Estadio Santiago Bernabéu dojdzie dziś do rewanżowego spotkania ćwierćfinałowego pomiędzy Realem Madryt a Atletico Madryt. W nieco lepszej sytuacji przed rewanżem są gospodarze, wszak w pierwszym meczu udało im się zremisować 0-0. Z drugiej strony taki remis jest dość zdradliwy, bowiem wystarczy, że rywal w rewanżu strzeli przynajmniej jednego gola i wtedy mogą zacząć się kłopoty. Ja osobiście w tym meczu typuję awans (być może po dogrywce czy serii rzutów karnych) zespołu Atletico, które jak widzimy po kursach raczej w roli faworyta w rewanżu nie występuje. Czy słusznie? W tym sezonie "Królewscy" nie radzili sobie w meczach przeciwko podopiecznym Diego Simeone, a grali z nimi już naprawdę sporo. Najpierw był Superpuchar Hiszpanii gdzie najpierw Atletico zremisowało 1-1 na Bernabéu, by u siebie wygrać 1-0. W Pucharze Króla również to Atletico było górą wygrywając najpierw na Vicente Calderón 2:0, by w rewanżu zremisować 2:2. Również w lidze to Atletico okazało się lepsze wygrywając 2-krotnie, najpierw 2:1 na wyjeździ, a później 4:0 u siebie. Jak więc widzimy Atletico wcale nie stoi na straconej pozycji, ba każdy wynik, który osiągnęli w tym sezonie na Bernabéu w przypadku powtórki (tj. 1-1, 2-2 i 2-1) ta im dziś awans. Druga ważna sprawa to sytuacja kadrowa w obu drużynach. W Atletico za kartki nie zagra dziś Mario Suárez (kartki) a na drobny uraz narzekał ostatnio Mandžukić (choć wydaje się, że akurat on w dzisiejszym meczu zagra). Nieco gorzej wygląda to wszystko w Realu, za kartki pauzuje Marcelo, natomiast urazy eliminują z gry Modrića, Bale'a i Benzema. Przypomnę tylko, że Real w tym sezonie nie ma zbyt długiej ławki rezerwowej i nie tak dawno gdy miał problemy z kontuzjami ta gra wyglądała nieco gorzej. Teraz wydaje się, że wszystko wróciło do normy ale dziś znów zagrają bez 4 graczy, którzy dziś wybiegli by zapewne w pierwszej "11", a, że grają z nie byle czyli drużyną, która w tym sezonie doskonale wie jak "ukuć" Real to o ten awans do półfinału będzie "Królewskich" naprawdę ciężko. Ja przewiduję jednak, że to Atletico znajdzie się w najlepszej "czwórce" rozgrywek Ligi Mistrzów.
Wynik pierwszego meczu chyba nie pozostawia wątpliwości, która z tych ekip znajdzie się w półfinale Ligi Mistrzów. Barcelona po bardzo dobrym meczu wygrała w Paryżu 3:1 i chyba tylko niepoprawni optymiści liczą, że powrót Zlatana oraz innych graczy sprawi, że dziś PSG nie tylko nawiążę rywalizację z Barceloną ale okaże się od niej lepszą. Osobiście jednak uważam również, że dziś na Camp Nou raczej nie powinniśmy spodziewać się wielu bramek. Z jednak strony co prawda PSG będzie starało się odrabiać straty z pierwszego meczu z drugiej jednak nie będzie również chciała przegrać na Camp Nou zbyt wysoko. Wydaje mi się, że możemy być świadkami do podobnego meczu jak Barcelona zagrała z Manchesterem City. Tam też rywal musiał atakować by odrabiać straty, a mimo to głównie się bronił i mecz zakończył się skromnym 1:0 dla Barcelony. Myślę, że dziś może być podobnie. Zauważyłem bowiem, że Barcelona ostatnio gra dość minimalistycznie, zadowala się skromnym prowadzeniem i nie próbuje "dobić" rywala. Raz to się zemściło w spotkaniu z Sevillą (prowadzili 2:0 by zremisować 2:2) ale we wcześniejszych meczach widać, że piłkarze Barcelony wiedzą, że walczą na dwóch frontach i na obu chcą wygrać. Stąd też ostatnio z Valencią wygrana 2:0, wcześniej z Celtą Vigo 1:0, z Eibar 2:0 czy nawet 4:0 z Almerią to był raczej mecz w których Barcelona głównie się oszczędzała. Myślę więc, że dobrym pomysłem będzie tutaj zagranie underu 3.5 goli, jak pokazał bowiem pierwszy mecz PSG raczej nie jest wstanie strzelić kilku goli Barcelonie, a na Camp Nou wątpię by potrafili strzelić choćby jednego. Z drugiej strony Barcelona raczej nie będzie zbytnio forsować gry wiedzą, że już w sobotę czeka ich kolejny mecz ligowy i to w dodatku dość prestiżowy bowiem wyjazd na mecz z Espanyolem (Derby Barcelony). W dniu dzisiejszy w kadrze gospodarzy zabraknie Vermaelena, u gości natomiast nie mogą zagrać Motta i Silva a za kartki pauzuje Aurier. Moja propozycja na to spotkanie to poniżej 3.5 goli w meczu.
Wynik pierwszego meczu tych ekip był na pewno sporą niespodzianką, Porto potrafiło wykorzystać atut własnego boiska, a także błędy indywidualne graczy Bayernu w obronie i wygrało 3:1. Taki wynik sprawia, że podopieczni Julena Lopetegui mogą z optymizmem patrzeć na rewanż w Monachium i liczyć, że uda się im awansować do półfinału rozgrywek Ligi Mistrzów. Zadanie jednak do łatwych nie będzie należało. Bayern mimo słabszego okresu (co widać również w lidze) wciąż jest naprawdę bardzo niebezpiecznych rywalem i szczególnie w meczu u siebie mogą odrobić takie straty z pierwszego meczu. Słabszy okres podopiecznych Josepa Guardioli bierze się z tego, że duża ilość piłkarzy (w tym naprawdę kluczowych) jest kontuzjowanych. Tylko dziś w drużynie z Monachium nie zobaczymy Alaby, Benati, Martíneza, Robbena, Starke, Bernata i najprawdopodobniej Ribéry'ego. W Porto natomiast nie będą mogli zagrać dziś Alex Sandro i Danilo, którzy pauzują za nadmiar kartek oraz nie wiadomo czy do gry będą gotowi Tello i Martinez. Brak tych zawodników byłby naprawdę dużym osłabieniem Porto. Wracając jednak do szans na to czy Bayern jest wstanie odrobić straty z pierwszego meczu. Niby zaliczka 3:1 z pierwszego spotkania jest duża ale przypomnę, że w nie tak odległej przeszłości Bayern potrafił rozgrywać dwa zupełnie inne mecze na wyjeździ i u siebie w fazie pucharowej LM. Poprzednia runda tego sezonu i dwumecz z Szachtarem Donieck, w pierwszym meczu Bayern tylko zremisował 0-0 po naprawdę słabym meczu, w rewanżu natomiast wygrał 7:0. Sezon 2011/12 i dwumecz z FC Basel gdzie najpierw przegrali 0:1, by w rewanżu nie dać szans rywalom i wygrać 7:0. Osobiście więc nie przekreślałbym szans Bayernu na odrobinie strat z pierwszego meczu. Mimo, że grają bez kilku ważnych piłkarzy to jednak jest to drużyna, która u siebie jest wstanie odrobić takie straty i to odrobić z nawiązką. Tym bardziej, że gości dziś również nie zagrają w najmocniejszym składzie, przede wszystkim pauzują za kartki Alex Sandro i Danilo. Myślę, że dobrym pomysłem jest tutaj zagranie, że Bayern odrobi straty i awansuje do kolejnej fazy rozgrywek Ligi Mistrzów.
Na San Siro dojdzie dziś do derbów Mediolanu w których Inter zmierzy się z Milanem. Obie drużyny w tym sezonie zawodzą na całej linii i o upadku tych dwóch drużyn świadczy fakt, że celem(marzeniem) na ten sezon zarówno dla Interu jak i Milanu jest zajęcie miejsca dającego prawo gry w Lidze Europy w przyszłym sezonie. Choć patrząc na aktualną formę i sytuację w tabeli będzie to o to naprawdę ciężko. Kto jest faworytem tych nieco wyblakłych derbów? Osobiście uważam, że bardzo ciężko wskazać w tym meczu faworyta, raczej możemy chyba spodziewać się podobnego rezultatu jak w pierwszym meczu tych ekip czyli remisu. Zresztą zarówno Inter jak i Milan w tym sezonie sporo meczów remisują w Serie A. Inter ma na koncie 11 remisów, natomiast Milan 12, dla obu ekip rezultat remisowy jest najczęstszym rezultatem jaki w tym sezonie notują. W ostatnich sezonach co prawda mieliśmy zwykle w derbach wyniki rozstrzygnięte, a remisy były dość mało popularne. Wydaje mi się jednak, że dziś zarówno Inter jak i Milan są w podobnej sytuacji (obie ekipy są w przebudowie, obie myślami są już przy okienku transferowym w którym zarówno jednych i drugich czeka spore przemeblowanie). Remis więc jest bardzo prawdopodobny i taka też jest moja propozycja na to spotkanie. W tym meczu obie drużyny nie zagrają w najsilniejszych składach. Inter musi sobie radzić bez Guarina, Brozovica, Jonathana, Dodo i Campagnaro (dwóch pierwszych pauzuje za kartki). Jeśli chodzi o Milan to z powodu urazów w derbach nie zagrają Agazzi, El Shaarawy, Mastour, Montolivo, Essien i Destro. Podsumowując, przed nami mecz drużyn, które w tym sezonie najczęściej remisują, mecz drużyn, które aktualnie zmagają się z podobnymi problemami i mają podobny potencjał piłkarski. Myślę, że ciężko będzie tutaj zdominować mecz przez jedną z drużyn, raczej będzie to mecz walki, mecz na tzw. remis w której o losach meczu może zdecydować jedna akcja. Ja jednak nie przewiduję tutaj zwycięstwa którejś z ekip i przychylam się do remisu w tym starciu.
Tottenham ma dziś okazję wyprzedzić Southampton w ligowej tabeli i wskoczyć na 6.miejsce. Co prawda "Koguty" przed tym sezonem miały nieco większe aspiracje sięgające wywalczenia miejsca dającego prawo gry w Lidze Mistrzów ale wydaje się, że aktualnie raczej nie ma co na to liczyć. Dziś Tottenham zawita na St James' Park i wydaje się, że są w tym meczu faworytem. Newcastle bowiem w ostatnim czasie wyraźnie się zagubiło - w 5 ostatnich kolejkach zanotowało 5 kolejnych porażek, strzelając w tych meczach raptem 1 gola. Myślę, że dziś Tottenham ma szansę tą serię Newcastle przedłużyć. "Koguty" bowiem w tym sezonie nieźle radzą sobie w meczach wyjazdowych - do tej pory zdobyli 24 pkt w delegacjach (7 zwycięstw, 3 remisy i 5 porażek). Newcastle natomiast u siebie ma mniej punktów zdobytych niż Tottenham na wyjazdach bowiem jest ich 22 (6 zwycięstw, 4 remisy i 5 porażek). Dlaczego warto postawić w tym meczu na przyjezdnych? Wydaje się, że słabszy okres Newcastle można w jakiś sposób wytłumaczyć, bowiem w ekipie "Srok" mamy naprawdę długą listę nieobecnych. Kontuzjowani są De Jong, Taylor, Dummett, Tiote, Haidara, Alnwick i Aarons, ponadto dziś nie zagrają również Cisse i Sissoko, którzy są zawieszeni. Porównując do tego sytuację kadrową Tottenhamu gdzie kontuzjowani są jedynie Walker i Lloris można łatwo zauważyć w której drużynie sytuacja kadrowa wygląda lepiej i w kim należy upatrywać faworyta tego spotkania. Osobiście więc typuję tutaj wygraną przyjezdnych. Tottenham wciąż walczy o miejsce dające prawo gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie (raczej w Lidze Europy), choć kto wie jak dalej będzie radzić sobie drużyna Manchesteru City. Newcastle natomiast ostatnio przeżywa ciężki chwile (sporo kontuzji do tego dochodzą zawieszenia), wydaje się jednak, że szczęście w nieszczęściu Newcastle jest to, że mają dość wyraźną przewagę nad strefą spadkową i jak na razie walka o utrzymanie ich nie dotyczy.
Dziś na Weserstadion w Bremie dojdzie do bardzo ciekawie zapowiadającego się spotkania w którym Werder podejmie HSV. Goście to aktualnie ostatnia drużyna Bundesligi, dziś jednak w przypadku zwycięstwa mogą wyprzedzić zarówno Stuttgart jak i Paderborn oraz zmniejszyć stratę do Freiburga i Hannoveru - wszystkie te drużyny walczą jeszcze o utrzymanie i wszystkie wczoraj przegrały. Czy jednak HSV będzie dziś wstanie wykorzystać te sprzyjające dla siebie okoliczności? Osobiście śmiem wątpić. Drużyna HSV bowiem w ostatnim czasie w niczym nie przypomina drużyny, która walczy o ligowy byt - w 5 ostatnich kolejkach zdobyli raptem 1 pkt. i co ciekawe w żadnym z tych spotkań drużyna z Imtech Arena nie zdobyła nawet gola! Dziś HSV zmierzą się z Werderem, który aktualnie zajmuje miejsce w środku ligowej tabeli ale myślę, że wciąż mają nadzieje, że uda im się awansować do Ligi Europy w przyszłym sezonie. W przypadku zwycięstwa w dzisiejszym meczu Werder awansuje na 7.miejscu czyli będzie tuż tuż za miejscami dającymi prawo gry w Lidze Europy w przyszłym sezonie. I jeżeli Schalke dziś nie pokona na wyjeździe Wolfsburga (o co będzie bardzo ciężko) to Werder w przypadku zwycięstwa będzie tracić 4 pkt do Augsburga i zapewne 3/4 do Schalke, więc szansa na puchary będzie naprawdę spora. Co przemawia za Werderem, oprócz tego, że ich dzisiejsi rywale są w fatalnej formie i bardzo słabo radzą sobie w ofensywie. Ponadto HSV jest aktualnie najsłabszą drużyną w Bundeslidze jeśli chodzi o mecze wyjazdowe - 9 pkt w 14 spotkaniach (strzelonych tylko 6 goli). Ponadto Werder bardzo dobrze radzi sobie w meczach przeciwko HSV - ostatni raz w lidze Hamburg w Bremie wygrał 17 lutego 2007r. (2-0) od tamtej pory HSV przyjeżdżało na Weserstadion 7 razy na mecze ligowe z czego Werder wygrał 6 razy i raz mieliśmy remis. Jak wygląda sytuacja kadrowa? W Werderze nie zagrają dziś Caldirola, Garcia, Bartels i Lorenzen. W drużynie gości natomiast nie zobaczymy Diekmeiera, Djourou i Diaza. Moja propozycja to zwycięstwo gospodarzy.







