Celta Vigo spisuje się w tym sezonie bardzo dobrze zwłaszcza na Balaidos. Ostatnio przekonać się o tym mogła sama Barcelona. Wynik 4:1 z taką drużyną budzi co najmniej szacunek. Wcześniej u siebie podopieczni Berizzo zremisowali z UD Las Palmas 3:3 i pokonali 3:0 Rayo Vallecano. Jak widać nie dość że u siebie Celta jest groźna to jeszcze strzela dużo goli. Przeciwnik - drużyna Getafe wygrała ostatni mecz 3:0 z Levante, ale trzeba zaznaczyć, że bramki padły w 81 min oraz w doliczonym czasie gry. Na wyjeździe jednak drużyna z Getafe spisuje się znacznie gorzej. Ostatnie ich wyjazdowe potyczki to porażki z Atletico Madryt 2:0 i Athletic Bilbao 3:1. Getafe gra w tym sezonie bardzo przeciętnie żeby nie powiedzieć słabo. Będąca w formie Celta powinna sobie spokojnie poradzić z drużyną z przedmieścia Madrytu. Do tego Celta potrafi grać z Getafe. Bilans spotkań od 2006 roku to 4-1-0 na korzyść Celty. Bramki 9:4. Biorąc pod uwagę obecną formę obu drużyn i atut własnego boiska według mnie zdecydowane zwycięstwo gospodarzy.
Legia Warszawa jest zespołem, który gra bardzo nierówno. Właściwie nie wiadomo czego można się spodziewać po tej drużynie w danym meczu. Raz potrafi bardzo skutecznie i z polotem zagrać by w kolejnym meczu z trudem stworzyć sobie w ogóle jakąkolwiek sytuację. Przykładem może być ostatni mecz z Termalicą Nieciecza, który to Legia zremisowała 1:1 po bezbarwnej grze. Właściwie to z przebiegu meczu można wywnioskować, że to bardziej gościom zależało na odniesieniu zwycięstwa. W Lidze Europy w pierwszym meczu wojskowi również nie błyszczeli. Przegrali z teoretycznie najsłabszą drużyną w grupie FC Midtjylland 1:0. Bez formy jest Duda, brakuje kreatywności w poczynaniach legionistów. Dlatego też w dzisiejszym meczu typuję zwycięstwo gości. Włosi w pierwszym meczu fazy grupowej LE rozgromili FC Brugge aż 5:0. W lidze mogą się pochwalić zwycięstwami chociażby Juventusem 2:1 czy Lazio 5:0. Napoli gra bardzo ofensywny futbol. W swoim składzie mają takich uznanych graczy jak Gonzalo Higuain, Marek Hamsik, Jose Callejon, Lorenzo Insingne czy Manolo Gabbiandini. Napoli już od kilku sezonów znajduje się w czołówce włoskiej serie A. Jeżeli dziś potraktują poważnie potyczkę z Legią to może dojść do pogromu tak jak w Brugii. Poza tym w Legii coraz głośniej mówi się o zmianie trenera. Takie zawirowania na pewno nie wpływają pozytywnie na grę zespołu. Tak więc w dzisiejszym pojedynku zdecydowanie wygra Napoli.
Dla Manchesteru City może to być kluczowy mecz w rozgrywkach grupowych LM. Po nieoczekiwanej porażce u siebie z Juventusem kolejna strata punktów bardzo skomplikowałaby sytuację mistrzów Anglii. W pierwszym swoim meczu w LM City przegrało u siebie z Juve 1:2 mimo że prowadziło od 57 minuty po samobójczym trafieniu Chielliniego. W lidze City wystartowało znakomicie. Pierwsze pięć meczów i pięć zwycięstw. Później jednak wpadka z WestHam głównie przez nieskuteczność i porażka na wyjeździe z Tottenhamem. W sumie City prezentowało się nieźle w tym meczu, nawet objęło prowadzenie. Jednak błędy obrońców i znakomita postawa Kogutów (zwłaszcza Erika Lameli) spowodowała że to gospodarze wygrali. Wiadomo że LM to mecze o większym ciężarze gatunkowym i tu City nie może sobie już pozwolić na takie wpadki. Z pewnością podopieczni Pellegriniego mają zawodników z takimi możliwościami że są w stanie wygrać na boisku Borussi. Myślę tak tym bardziej, że Borussia od początku sezonu słabo się spisuje. Na 7 meczów w lidze 2 wygrała a 5 przegrała. W pierwszej kolejce LM uległa gładko Sevilli 3:0. Według mnie zdecydowana 2.
Pojedynek pomiędzy Barceloną a Beyerem Leverkusen może mieć duże znaczenia dla końcowego układu w tej grupie. Barcelona zremisowała swoje pierwsze spotkanie z Romą na wyjeździe 1:1 a Bayer pewnie pokonał Bate Borysow 4:1. Dla graczy z Leverkusen jasne jest, że ugranie chociażby jednego punktu w tym spotkaniu niesamowicie ich przybliży do wyjścia z grupy. Niemcy zdają sobie sprawę z tego, że Barcelona jest zawsze groźna na własnym boisku i zagrają raczej defensywny futbol. W dwóch ostatnich meczach ligowych Aptekarze zagrali na zero z tyłu. Z kolei Barcelona złapała zadyszkę. Kontuzjowany jest jej mózg i motor napędowy Lionel Messi. W ostatnim ligowym pojedynku Katalończycy wygrali wprawdzie z beniaminkiem UD Las Palmas 2:1, ale wcześniej zostali upokorzeni przez Celtę Vigo aż 4:1. Świadomość że w pierwszym meczu Barca tylko zremisowała i wszyscy liczą na to że musi wygrać może nieco zdestabilizować jej postawę w tym meczu. Ponadto w kryzysowych sytuacjach ciężar gry brał na siebie Messi, a przecież dzisiaj go nie będzie na boisku. Piłkarze Bayeru zdają sobie sprawę z klasy przeciwnika i pamiętają na pewno porażkę 7:1 w 2012 roku więc pewnie po pierwsze zabezpieczą dostęp do bramki. Zdaję sobie sprawę, że w meczach z udziałem Blaugrany pada zwykle dużo bramek, ale tym razem przewiduję, że Bayer postawi się Barcelonie, a im dłużej będzie bezbramkowy remis tym większa wiara i determinacja wstępować będzie w poczynania piłkarzy Leverkusen. Być może Barca dzisiaj wygra, ale na zbyt dużo goli w tym meczu bym nie liczył.
Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują że w tym meczu dużo bramek nie zobaczymy. W rozgrywkach Premiere League West Bromwich tylko raz "zaszalało" i mecz z Chelsea skończył się wynikiem 2:3. W pozostałych meczach z City było 0:3, z Watford 0:0 ze Stoke 0:1, z Southampton kolejne 0:0, z Aston Villa 0:1 i w ostatnim meczu z Norwich 0:3. Na skutek tego West Bromwich po 6 meczach ma najmniej strzelonych goli w lidze. Podobnie Everton nie należy do zespołów strzelających dużo goli. Ma ich w tej chwili w swoim dorobku 8 podczas gdy np. West Ham albo Liecester strzeliły ich już 15. Everton dwa z trzech ostatnich meczów zremisował 0:0. W przypadku Evertonu można to tłumaczyć absencją kluczowych graczy. W ostatnim meczu z powodu kontuzji nie mogli zagrać Cleverley, Pienaar, Hibbert i Baines. Dodatkowo najlepszy strzelec Romero Lukaku zagubił gdzieś swoją skuteczność. West Bromwich jest obecnie 14 w tabeli i nie pogardzi żadną zdobyczą punktową. Myślę że dzisiejszy mecz zapowiada się jako typowy mecz na remis, bardzo możliwe że 0:0.
Na zakończenie 10 kolejki ekstraklasy dojdzie do bardzo ciekawego pojedynku pomiędzy Pogonią Szczecin a Jagiellonią Białystok. Stawka będzie fotel wicelidera tych rozgrywek. Obie ekipy bardzo dobrze spisują się w rozgrywkach. Preferują futbol ofensywny i próbują każdy mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść. Pogoń ma w swoich szeregach bramkostrzelnego Łukasza Zwolińskiego, a także znajdującego się w dobrej dyspozycji Patryka Małeckiego. Jagiellonia również posiada groźnych zawodników w ofensywie, m.in. Konstantina Vasilijeva, Fiodora Cernycha czy Piotra Grzelczaka. W efekcie Pogoń strzeliła do tej pory 13 goli a Jagiellonia o jednego gola więcej. Pogoń w tym sezonie tylko raz bezbramkowo zremisowała z Górnikiem Łęczna, w pozostałych meczach padały co najmniej 2 bramki. Jagielonia nie zremisowała 0:0 ani razu. W meczu z najmniejszą ilością goli Jaga pokonała Lecha 1:0. Zatem statystyki oraz ofensywny styl gry obu ekip przemawiają za tym by postawić w tym meczu over 2,5 goals.
Legii w tym sezonie należy pogratulować transferów. Zwłaszcza pozyskanie króla strzelców ligi węgierskiej - Namanji Nikolica było strzałem w 10-tkę. Dorobek 9 bramek w 9 meczach robi wrażenie. Do tego transfery Prijovica i Trickovskiego również wymiernie wzmocniły siłę ataku Legii. Jak wiadomo napastnicy "żyją" z podań, a te zapewnia im m.in. będący w wysokiej formie Guilherme. Do tego Legia przyzwyczaiła wszystkich do swojego ultraofensywnego stylu gry. Trudno więc przypuszczać by inaczej było w tym meczu. W ostatnich meczach Legia wygrała z Lechią w PP 4:1, z Ruchem również 4:1 i zremisowała z Zagłębiem 2:2. Na moją analizę over 2,5 ma jednak wpływ nie tylko atak Legii, ale także postawa Termalici. Goście w ostatnich spotkaniach grają bardzo ambitnie, czego efektem są zwycięstwa z Górnikiem Zabrze 3:0, Lechem Poznań 3:1, Cracovią 3:2. Do tego dochodzi jeszcze remis z Pogonią 1:1 i porażka z Ruchem 4:1. Jak widać dzieje się w meczach z udziałem beniaminka. Będący w wysokiej formie Vicemistrz Polski kontra beniaminek - faworyta nietrudno wskazać, ale ja liczę że Termalica także coś strzeli przy Łazienkowskiej i obejrzymy ciekawe mecz z dużą ilością bramek.
Zagłębie Lubin zrobiło na mnie wrażenie zwłaszcza w meczu z Legią Warszawa. Spodziewałem się że podopieczni Piotra Stokowca zamurują dostęp do bramki i będą ewentualnie szukać swoich szans w kontratakach, a tu nic bardziej mylnego. Zagłębie wyrobiło sobie swój styl gry i w każdym meczu gra do przodu. Beniaminek nie stosuje taryfy ulgowej wobec nikogo. Czy to Legia czy Cracovia, czy Ruch grają do przodu i walczą o zwycięstwo. Następstwem takiej gry jest zdobywanie sporej ilości bramek. Ostatnie ligowe potyczki Zagłębia kończyły się wynikami: 2:2, 3:1, 2:2, 4:2. W sumie w 9 meczach Zagłębie strzeliło 16 goli, co daje średnią prawte 2 goli na mecz. W drużynie beniaminka trudno wskazać jakąś szczególnie wyróżniającą się postać. Gra cały zespół i w tym upatruję ich dobrej postawy. Lechia z kolei wciąż szuka drogi ku górze tabeli. Na pewno będą chcieli wygrać ten mecz, zwłaszcza że grają przed własną publicznością. W meczach z udziałem Lechii również pada wiele bramek (chociażby mecz z Wisłą zakończony rezultatem 3:3, czy z Górnikiem Łęczna 3:1). Spodziewam się zatem otwartego meczu, w którym zarówno Lechia jak i Zagłębie nie będą grały zachowawczej piłki tylko ofensywny futbol, a w takich meczach zwykle pada dużo goli.
Postawa Lecha Poznań jest ewenementem na skalę światową, in minus oczywiście. Drużyna która jest mistrzem swojego kraju po 9 kolejkach z dorobkiem 4 pkt i pięcioma strzelonymi bramkami jest czerwoną latarnią ligi... Przyczyna jest prosta. W Lechu nie ma napastnika. Lewandowski strzela w 9 minut tyle goli co Lech w 9 meczach... Wcześniej napastników wyręczali pozostali koledzy z drużyny (np. w Superpucharze gole strzelali Kędziora i Kamiński, a więc obrońcy). Teraz jednak i ci przestali trafiać do bramki. Potencjał kadrowy w tej drużynie jest i to duży. Lech ma w swoich szeregach zawodników takich jak Linetty, Hamalainen, Pawłowski. Zwłaszcza ten ostatni zaczyna łapać wysoką formę, a od jego postawy bardzo dużo zależy. Z kryzysu poznańskiej drużynie pomagają wyjść także kibice, zapowiadając głośny doping. To zawsze uskrzydlało Kolejorza podczas meczów. Ostatni pojedynek z Ruchem Chorzów (Puchar Polski) Lech wygrał 1:0 prezentując się już co najmniej przyzwoicie. Zawodziła jeszcze skuteczność, ale gra była już całkiem dobra a zwycięstwo zasłużone. W meczu z Górnikiem na pewno będziemy mogli liczyć na 100% zaangażowanie graczy z Poznania w ten mecz. Podyktowane to jest sytuacją Lecha w tabeli. Górnik przyjedzie do Poznania podniesiony zwycięstwem nad Śląskiem. Wcześniej jednak drużyna z Zabrza spisywała się słabo. Za Lechem przemawia więc atut własnego stadionu, wsparcie kibiców, podniesione zwycięstwem w Pucharze Polski morale, potencjał kadrowy i widoczne (przynajmniej w ostatnim meczu) zaangażowanie u zawodników. Na niekorzyść Lecha przemawia brak skuteczności i brak rasowego napastnika. Jednak Górnik też takowego nie posiada. Prawdopodobnie z przodu zagra Korzym z Gergelem. Powyższe argumenty wskazują raczej na zwycięstwo gospodarzy w tym meczu.
Kiedy zobaczyłem kurs 2.11 na zdarzenie under 2,5 goals w tym meczu nie wahałem się ani chwili. Przeanalizujmy dokonania The Reds w tym sezonie. Najpierw zwycięstwo ze Stoke 1:0, później zwycięstwo z Bournemouth również 1:0, następnie remis 0:0 z Arsenalem, porażka 0:3 z WestHam (bramka na 0:3 w ostatniej minucie), porażka z MU 3:1 i trzy remisy każdy w stosunku 1:1 z Bordeaux (LE), Norwich i Carlisle (w Pucharze Ligi). Drużyna z Anfield rozegrała zatem w sumie 8 meczy o stawkę w których strzeliła łącznie 6 goli. Dlaczego ekipa Brandona Rodgersa strzela tak mało goli? Odpowiada za to brak wsparcia dla jedynego napastnika Christiana Benteke oraz słabsza forma Philippe Coutinho i Roberto Firmino. Z kolei Aston Villa wygrała z Bournemouth 1:0, przegrała 0:1 z MU, uległa Crystal Palace 1:2, zremisowała z Sunderlandem 2:2, przegrała z Leicester 2:3, uległa WBA 0:1 i pokonała w derbach w Pucharze Ligi Birmingham 1:0. No cóż trochę lepiej niż The Reds bo w 7 meczach zdobyła 7 goli. Przyzwyczajony jestem do tego, że jeśli gra Liverpool bądź Aston Villa zwykle nie pada dużo bramek. Liverpool bardzo dba o zabezpieczenie dostępu do własnej bramki. Często zadowala się zwycięstwami 1:0 (bardzo możliwy wynik w tym meczu). Obecne statystyki tych dwóch drużyn to potwierdzają. Dlatego typ Under 2,5 jest moim zdaniem bardzo prawdopodobny.





