W ostatnich sezonach los chętnie łączy Borussię Dortmund z Arsenalem Londyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów - po raz 3 na 4 ostatnie edycje los skojarzył bowiem te dwie ekipy w jednej grupie Ligi Mistrzów. W poprzednim sezonie Arsenal potrafił pokonać Borussię na Signal Iduna Park (1-0) i była to też pierwsza porażka ekipy z Dortmundu u siebie przeciwko angielskiej drużynie - bilans tych spotkań to 4 zwycięstw, 3 remisy i właśnie jednak porażka z Arsenalem. Przed dzisiejszym spotkaniem obaj szkoleniowcy nie mogą mieć pełnego komfortu pracy, bowiem lista nieobecnych w obu drużynach jest dość długa. I tak w Borussii dziś nie zagrają Marco Reus, Ilkay Gundogan, Nuri Sahin,Mats Hummels, Kuba Błaszczykowski, Ji Dong-won, Oliver Kirch i Marcel Schmelzer. Jeśli chodzi o Arsenal to tutaj kontuzjowani są Theo Walcott, Serge Gnabry, Olivier Giroud, Mathieu Debuchy, Ignacio Monreal a niepewny występu jest Calum Chambers. Kanonierzy dziś zmierzą się więc z ekipą, która ma gorszą sytuację kadrową od nich, co się nie zdarzyło jeszcze w tym sezonie. Czy jednak będzie to miało znaczący wpływ na to spotkanie? Spory kłopot wydaje się Arsenal ma na prawej stronie obrony, gdzie dziś zapewne zadebiutuje Hector Bellerin. Warto również zwrócić uwagę, że Borussia mimo kłopotów kadrowych nieźle radzi sobie w meczach ligowych, oprócz porażki na inauguracje z Leverkusen dwa kolejne mecze wygrali, a przecież również w meczu o Superpuchar Niemiec potrafili pokonać Bayern Monachium. Arsenal natomiast ma problemy z wygrywaniem swoim spotkań, w lidze ta sztuka udała im się raz z Crystal Palace (nie bez problemów bo decydującą bramkę strzelili już w doliczonym czasie gry), później były tylko remisy i o ile remis z Evertonem czy Manchesterem City są do przyjęcia o tyle remis z Leicester pokazuje, że Kanonierzy nie są aktualnie w najwyższej formie. Zresztą to pokazały już spotkania z Besikatesem gdzie Arsenal z dużym trudem wyeliminował Turecką ekipę, a przecież w poprzednim sezonie nie mieli z tym większego problemu. Dużym atutem dzisiejszego spotkania dla Borussii jest mimo wszystko to, że gra przed własną publicznością, pamiętamy z ubiegłych lat, że nawet w nie najmniejszym składzie Borussia u siebie potrafiła wznieć się ponad swoje umiejętności i niesiona wspaniałym dopingiem swoich fanów potrafili wygrywać swoje mecze.
Na zakończenie tej serii gier w angielskiej Premier League na KC Stadium dojdzie do pojedynku Hull z West Hamem. Gospodarze sezon rozpoczęli słabo, nie chodzi tylko o wyniki ligowe, bo te są nawet niezłe (w 3 meczach zdobyli 4 oczka) ale o start w Lidze Europy i odpadnięcie z tych rozgrywek już w eliminacjach z belgijskim Lokeren. West Ham również nie ma powodów do zadowolenia, bowiem jak na razie "Młoty" zawodzą w meczach u siebie (2 spotkania i 2 porażki) w dodatku odpadli z Capital One Cup grając również przed własną publicznością. Jedyny pozytywny wynik West Ham zanotował jak na razie w meczu wyjazdowych przeciwko Crystal Palace, dziś fani "Młotów" również liczą na zdobycz punktową. Ja natomiast liczę na bramki w tym spotkaniu. Hull co prawda od początku sezonu ma z tym kłopot (3 gole zdobyte i 3 stracone to bilans Tygrysów bramkowy po 3 kolejkach). Dlatego też działacze nie próżnowali w ostatnich dniach okienka transferowego i postanowili dość znacząco (tak się przynajmniej wydaje) wzmocnić drugą linię i atak. I tak ostatniego dnia okienka do drużyny Hull dołączyli pomocnicy Gaston Ramirez z Southampton, Mohamed Diame z West Ham i Hatem Ben Arfa z Newcastle United, a także napastnik Abel Hernandez z US Palermo. Wydaje się więc, że dziś możemy zobaczyć nieco zmienioną drużynę Hull, która będzie miała zdecydowanie więcej atutów z przodu. Warto również dodać, że i West Ham nie próżnował w ostatnim dniu okienka transferowego sprowadzając napastnika Morgana Amalfitano z Marsylii i Alexa Songa z Barcelony. W poprzednim sezonie na KC Stadium gospodarze wygrali 1-0, na Upton Park natomiast górą były Młoty, które wygrały 2-1. Wcześniej czyli w sezonie 2009/10 obie ekipy grały ze sobą również w najwyższej klasie rozgrywkowej i wtedy West Ham u siebie wygrało 3-0, a w rewanżu mieliśmy wynik 3-3. Jak więc widzimy bramki w starciach tych ekip w przeszłości padały i kto wie może również dziś kilka ich zobaczymy i over bramkowy zostanie w tym meczu pokryty. Owszem jeśli chodzi o West Ham i taktykę Sama Allardyce'a to wielu zarzuca mu, że gra archaiczny futbol i przede wszystkim zbyt defensywie, jednak tylko w pierwszym meczu z Tottenhamem w spotkaniu West Hamu nie mieliśmy overa bramkowego (Koguty wygrały 1-0), w pozostałych starciach z Crystal Palace (3-1) i Southampton (1-3) tych bramek nie brakowało i mam nadzieje, że dziś będzie podobnie. Jeśli chodzi o nieobecnych to gospodarze zagrają bez Roberta Snodgrassa, a pod znakiem zapytania stoi występ Andrew Robertsona. Drużyna z Upton Park natomiast zagra bez Andy Carrolla, Carla Jenkinsona, Matthewa Jarvisa i Kevina Nolana, a pod znakiem zapytania stoi występ Joeya O'Briena i James Collinsa.
Patrząc tylko przez pryzmat ligowej tabeli mój typ może wydać się komuś dość szalony a nawet oderwany od rzeczywistości. Wszak Korona Kielce zajmuje ostatnie miejsce w ligowej tabeli z raptem 1 punktem na koncie. Podbeskidzie natomiast ma tych punktów 13 i w przypadku zwycięstwa zrówna się ilością oczek z wiceliderem rozgrywek Legią Warszawa. Za Podbeskidziem również może przemawiać forma, bowiem w 5 ostatnich meczach zdobyli 13 punktów przy czym potrafili pokonać Legię Warszawa. Korona natomiast kroczy od porażki do porażki przez co posada trenera Ryszarda Tarasiewicza nieco się zachwiała. Patrząc jednak na historię spotkań Podbeskidzia z Koroną zobaczymy, że zespół z Kielc nie jest ulubionym rywalem "Górali". Zespół Podbeskidzia wygrał raptem 2 spotkania ligowe (na 11) z Koroną, jeszcze gorzej wyglądają te statystyki meczów w Kielcach bowiem Korona u siebie z Podbeskidziem nigdy nie przegrała, a grała z nimi 6 razy (5 zwycięstw i remis), ponadto wszystkie 4 mecze na poziomie Ekstraklasy w Kielcach kończyły się zwycięstwami gospodarzy. Warto również dodać, że sytuacja kadrowa w drużynie Korony uległa przez okres reprezentacyjny poprawie, bowiem do dyspozycji trenera są już Sobolewski, Pylypchuk, Petrov, Aankour i Olivier Kapo. Wciąż natomiast poza składem są Kwiecień, Małkowski i Leandro. Jeśli chodzi o drużyna Leszka Ojrzyńskiego do dziś poza kadrą meczową są Sebastian Bartlewski i Damian Byrtka, a niepewni udziału w meczu są również Dariusz Pietrasiak i Bartosz Śpiączka. Podsumowując liczę, że dziś nastąpi przełamanie Korony i w końcu wygrają mecz ligowy. Myślę, że mimo iż Podbeskidzie jest rozpędzone to jest to rywal, który Koronie mówiąc kolokwialnie leży i są wstanie go pokonać grając na swoim boisku. A jak będzie w rzeczywistości przekonamy się dziś wieczorem.
Dziś na Estadio Mestalla spotkanie dwóch ekip, które zdecydowanie odmiennie rozpoczęły nowy sezon Primera Division. "Nietoperze" po dwóch kolejkach mają na swoim koncie 4 punkty (remis z Sevillą i pewna wygran 3-0 z Malagą) i dziś w przypadku zwycięstwa mogą nawet awansować na pozycję wicelidera rozgrywek. Espanyol natomiast po 2 kolejkach ma tylko punkt na swoim koncie - remis z Almerią i porażka z Sevillą. Wydaje się więc, że faworytem tego spotkania są gospodarze i według mnie dużą niespodzianką byłby inny wynik niż wygrana Valencii w tym meczu. Tym bardziej, że na Estadio Mestalla Espanyol nie radził sobie najlepiej w ostatnich latach, bowiem na 13 ostatnich wizyt wygrali tu tylko raz i raz zremisowali, pozostałe mecze kończyły się zwycięstwami "Nietoperzy" i myślę, że już sam ten fakt daje sporo do myślenia. Ponadto pamiętajmy, że Valencia to obecnie zupełni inna drużyna, która latem mocno się wzmocniła, co prawda dziś nie będzie mógł jeszcze zagrać Negredo, a także zawieszony De Paula, a w kadrze meczowej nie znalazł się Pereira ale i tak na papierze skład Valencii wygląda ciekawie. Pamiętajmy, że drużynę wzmocnili m.in. André Gomes z Benfiki Lizbona, Shkodran Mustafi z Sampdorii, Lucas Orbán z Bordeaux czy Bruno Zuculini z Manchesteru City. O takich transferach "Papużki" mogą sobie co najwyżej pomarzyć. Jeśli chodzi o kadrę Espanyolu na dzisiejsze spotkanie to wiadomo, że zabraknie w niej Héctora Moreno (kontuzja), a także m.in. Alexa, Manuela Lanzarote czy Juana Rafaela Fuentesa. Podsumowując wydaje się, że wszystko w tym meczu przemawia po stronie Valencii. Atut własnego boiska, na którym Espanyol w ostatnich latach nie radził sobie najlepiej. Ponadto lepsza forma i mimo wszystko wyższe umiejętności piłkarskie po stronie "Nietoperzy". Myślę, że warto w tym meczu zagrać zwycięstwo gospodarzy.
Jak na razie w piłkarskiej Ekstraklasie najwięcej bramek pada na na stadionie Górnika Łęczna (średnio 4.3 gola na mecz). Nie da się jednak ukryć, że również w Białymstoku tych bramek pada zwykle bardzo dużo (3.5 gola na mecz), zresztą przypomnę, że w poprzednim sezonie to właśnie na stadionie w Białymstoku padało najwięcej goli w naszej lidze. Osobiście więc postanowiłem dziś zagrać over 3.5 goli w starciu Jagiellonii z Lechem Poznań. W roli trenera gości dziś w końcu zadebiutuje Maciej Skorża, owszem jest to osoba, która w Poznaniu została przyjęta z mieszanymi uczuciami ale wydaje się, że jest to osoba, która może w końcu odbudować grę Lecha i Kolejarz w końcu zacznie grać na swoim poziomie. Jeśli chodzi o Jagiellonię to jest to ekipa, która w tym sezonie gra w kratkę, tuż przed przerwą reprezentacyjną pokonali w Kielcach Koronę 3-0, ale wcześniej w 3 kolejnych spotkaniach nie wygrali ani razu przy tym tracą w każdym meczu 3 gole (strzelając raptem jednego). Jagiellonia jest więc jedną z ekip, która do tej pory traci w lidze jedną z największych ilości goli - 13. Jednak Jagiellonia szczególnie gdy gra Quintana i to u siebie (dziś te dwa czynniki zostaną spełnione) to podopieczni Michała Probierza w ataku radzą sobie bardzo dobrze, a oprócz Hiszpana można też wyróżnić Piątkowskiego, Tuszyńskiego czy Gajosa. Kogo dziś nie zobaczymy na boisku? W ekipie Jagiellonii jedynym nieobecnym będzie Krzysztof Baran, w drużynie Lecha natomiast nie zagrają Luis Henriquez, Karol Linetty i Kasper Hamalainen, Kebba Ceesay i Tomasz Kędziora, a niepewni udziału są Hubert Wołąkiewicz i Łukasz Trałka. Osobiście więc spodziewam się dobrego spotkania, wszak w Białymstoku jak na razie raczej spotkania stały na wysokim poziomie i padało trochę tych bramek - w żadnym spotkaniu Jagiellonii w tym sezonie nie mieliśmy underu 2.5 goli. Liczę, że jedni i drudzy zagrają tutaj o 3 punkty i mam nadzieje, że trochę dziś bramek w Białymstoku zobaczymy i over 3.5 goli zostanie pokryte.
W drugim piątkowym meczu piłkarskiej Ekstraklasy Pogoń Szczecin podejmie Ruch Chorzów. Obie ekipy jak na razie nie mogą być zadowolone ze swoich wyników, obie bowiem znajdują się w dolnej połówce tabeli. Pogoń po niezłym początku sezonu (2 zwycięstwa) w 5 kolejnych spotkaniach nie potrafił odnieść zwycięstwa. Ruch natomiast na początku musiał łączyć grę w el. Ligi Europy z meczami ligowymi i nie najlepiej to wychodziło. Aktualnie Ruch jednak nieco lepiej wygląda, a ich ostatni mecz z Lechią (3-3) mógł już naprawdę się podobać. Osobiście postanowiłem w tym meczu zagrać over bramkowy. Pogoń Szczecin to ekipa, która tylko w 2 meczach (na 7) nie notowała overu 2.5 goli. Zresztą niektóre overy naprawdę były dość wysokie jak w spotkaniach z Podbeskidziem (3-2), ze Śląskiem (4-1) czy ostatni z Górnikiem Łęczną (2-4). Pogoń jest też ekipą, w których spotkaniach pada naprawdę sporo goli, średnia bramek w meczach Pogoni w tym sezonie 3,6 gola na mecz i tylko Górnik Łęczna ma lepszą statystykę (3.9 gola na mecz). Jeśli chodzi o Ruch to nie jest to, aż tak overowa ekipa jak Portowcy, ale ich statystyki też nie są złe jeśli chodzi o granie overów, bowiem w 4 z 7 spotkań "Niebieskich" zakończyło się overem 2.5 goli, a średnia bramek w meczach tej ekipy to 2.7 gola na mecz. Spodziewam się więc, że dziś obie ekipy będą chciały pokazać się z jak najlepszej strony Sporo do udowodnienia mają zwłaszcza podopieczni Dariusza Wdowczyka, którzy nie wygrali w 5 ostatnich spotkaniach, a ostatnio u siebie w kiepskich stylu przegrali z Wisłą 0-3, a później przyszła porażka z Górnikiem Łęczna 2-4. Jeśli chodzi o Ruch to oni też nie mają najlepszej sytuacji w tabeli i też muszą zacząć wygrywać jeżeli nie chcą na stałe zadomowić się dolnej części ligowej tabeli. Jeśli chodzi o nieobecnych w dzisiejszym spotkaniu to nie zagrają: Hernani, Bruno Loureiro i Tomasz Lisowski po stronie Pogoni oraz Wołodymyr Tanczyk w drużynie Jana Kociana.
Na początek 8.kolejki Ekstraklasy będziemy świadkami spotkania Zawiszy Bydgoszcz z liderem rozgrywek Wisłą Kraków. Będzie to również mecz w którym zadebiutuje w roli trenera Zawiszy Mariusz Rumak. Wszyscy w Bydgoszczy liczą więc, że Rumak odbuduje Zawiszę i pozwoli wydostać się z dna ligowej tabeli i przede wszystkim szybko zakończyć serię 6 kolejnych przegranych meczów ligowych. Mimo to uważam, że to "Biała Gwiazda" jest w tym meczu faworytem i sporym zaskoczeniem byłoby tutaj inne rozstrzygnięcie. Wisła jak na razie radzi sobie bardzo dobrze w rozgrywkach ligowych, może podobać się gra takich graczy jak Sadlok, Paweł Brożek, Jankowski, Garguła, Boguski czy przede wszystkim Stilić, który jest tym, który potrafi zrobić różnicę na boisku i który sprawia, że to Wisła jest liderem rozgrywek, a sama gra zespołu z Krakowa dla postronnych fanów może się podobać. Ponadto warto zauważyć, że jak na razie Wisła radzi sobie bardzo dobrze w meczach wyjazdowych, bo po inauguracyjnym remisie w Łęcznej (1-1) przyszły zwycięstwa z Lechem (3-2) i Pogonią (3-0) w bardzo dobrym stylu. Pamiętajmy również w tym miejscu, że kibice Zawiszy nie wspierają swoich piłkarzy (mają konflikt z Radosławem Osuchem) i piłkarzom Zawiszy ciężko się gra przed własną publicznością, bez wsparcia fanów. Inna sprawa, że sama gra Zawiszy wyglądała ostatnio z meczu na mecz coraz gorzej, a w jak wielkim kryzysie ta ekipa była (jest) niech świadczy, że przegrali nawet z Piastem i to, aż 0-3. Kogo dziś zabraknie na boisku? W ekipie Wisły największym osłabieniem będzie brak Arkadiusza Głowackiego (pauza za kartki), oprócz niego nie zagrają Marko Jovanović, Ostoja Stjepanović, Wilde-Donald Guerrier i Richard Guzmics. Jeśli chodzi o Zawiszę to nie zagrają tradycyjnie Herold Goulon, Michał Masłowski i Wojciech Kaczmarek, a ponadto Łukasz Nawotczyński i Rafael Porcellis, a od drużyny odsunięci zostali Joshua Silva i David Fleurivali.
W ostatnim meczu inauguracyjnym nowy sezon w Serie A zobaczymy starcie dwóch ekip reprezentujący Włochy w Lidze Europy - reprezentujący w dobrym stylu, bo obie ekipy awansowały do fazy grupowej tych rozgrywek. W zdecydowanie lepszym stylu dokonali tego piłkarze Interu, którzy wygrali z Stjarnan (3-0 na wyjeździe i 6-0 u siebie), Torino natomiast wyeliminowało RNK Split (0-0 na wyjeździe i 1-0 u siebie). Kto jest faworytem bezpośredniego starcia? Osobiście uważam, że Inter. Ekipa trenera Waltera Mazzarriego solidnie się wzmocniła latem, bo do klubu przybyli tacy piłkarze jak Dodô z Romy, Pablo Osvaldo z Southampton, Yann M'Vila z Rubina, Nemanja Vidic z Manchesteru Utd. czy Gary Medel z Cardiff. W składzie nie ma już Zanettiego, Samuela, Cambiasso i Milito. Jeśli chodzi o Torino to w składzie nie ma już Ciro Immobile, który odszedł do Dortmundu, a inny z czołowych zawodnik Alessio Cerci również wydaje się być już bliżej transferu z klubu. Zastąpić ma ich Fabio Quagliarella i Antonio Nocerino, Warto również zwrócić uwagę, że Torino w ostatnich latach nie najlepiej radziło sobie w meczach z Interem na swoim boisku. Otóż w poprzednim sezonie udało im się zremisować ale wcześniej 7 kolejnych przyjazdów Interu na Stadio Olimpico kończyło się zwycięstwami Nerazzurri. Myślę, że również dziś to Inter jest faworytem tego spotkania, nadzieje przed tym sezonem w ekipie Interu są dość spore (pierwsza trójka na koniec sezonu i gra w Lidze Mistrzów), myślę, że dziś powinni wykorzystać, że Torino nie jest już tak mocne jak w poprzednim sezonie i zdobyć komplet punktów.
Dziś kolejny sprawdzian dla "nowej" Barcelony pod rządami Luisa Enrique, jak wiemy w pierwszym meczu na Camp Nou wygrali 3-0 z Elche. Dziś na El Madrigal wydaje się, że czeka ich zdecydowanie trudniejsze zadanie tym bardziej, że Villarreal bardzo udanie rozpoczął nowy sezon. Żółta Łódź Podwodna nie tylko wygrała na inaugurację z Levante 2-0 ale też bardzo dobrze radziła sobie w el. Ligi Europy, zwycięstwa w dwumeczu z FC Astana 7-0 (3-0 na wyjeździe oraz 4-0 u siebie). Czy Barcelona jest wstanie zatrzymać rozpędzoną ekipę Marcelino Garcia Toral? Według mnie tak. Patrząc na najnowszą historię spotkań Villarreal z Barceloną widać, że to ekipa z Camp Nou radzi sobie zdecydowanie lepiej - 7 zwycięstw i 3 remisy (w tym 2 na Camp Nou). Jeśli chodzi o spotkania na El Madrigal to z 5 ostatnich meczów Barcelona wygrała 4 i tylko raz padł remis (bilans bramkowy 10:4). Ponadto sytuacja kadrowa Barcelony w porównaniu z poprzednim spotkaniem z Elche, bowiem w kadrze meczowej są już Neymar i Piqué, wciąż poza kadrą są natomiast Thomas Vermaelen, Marc-Andre ter Stegen, Javier Mascherano, Luis Suarez i Andrés Iniesta. Swoje kłopoty ma też również Villarreal, kontuzjowani są Hernan Perez i Bojan Jokic, a niepewny występu jest Pablo Iniguez. Ponadto pamiętajmy też, że Barcelona już w ostatnim okresie przed startem rozgrywek ligowych prezentowała się bardzo dobrze, wygrywając 6-0 z HJK oraz w takim samym stosunku z Leon. Dobrą dyspozycję potwierdzili również z Elche, gdzie co prawda długo nie mogli sforsować defensywny rywala ale ostatecznie zdołali dokonać tego już w pierwszej połowie, a w drugiej grając w osłabieniu zdominowali rywala i w pełni zasłużenie wygrali 3-0. Dziś myślę, że Barcelona znów potwierdzi, że jest w dobrej dyspozycji i z El Madrigal wywiezie komplet punktów.
W ostatnim meczu 3 kolejki angielskiej Premier League na King Power Stadium zmierzą się ekipy beniaminka Leicester oraz kandydata do tytułu mistrzowskiego Arsenal Londyn. Faworytem tego starcia są "Kanonierzy" ale patrząc na ich dotychczasową formę oraz to jak grało Leicester w pierwszych dwóch kolejkach wcale nie będzie łatwym zadaniem dla podopiecznych Arsene Wengera wywieźć 3 punkty z King Power Stadium. Osobiście proponuje zagrać w tym spotkaniu over bramkowy (2.5). Leicester w pierwszy meczu z Evertonem pokazał, że nie ma żadnych kompleksów względem mocniejszych ekip i zremisował 2-2. Następnie przegrał na Stamford Bridge z Chelsea 0-2 ale i w tym meczu gra Leicester mogła się podobać, bo nie ograniczała się jedynie do obrony ale też próbowali atakować i naprawdę mieli kilka znakomitych okazji na gola. Dziś grając u siebie z Arsenalem myślę, że znów zagrają bez większych kompleksów względem rywala i myślę, że będzie to naprawdę ciekawy mecz. Arsenal wszak dziś zagra o 3 punkty, ale powiedzmy sobie szczerze gra Arsenalu na początku sezonu nie jest optymalna. Po raz pierwszy od wielu lat "Kanonierzy" mieli spore kłopoty w IV rundzie el. Ligi Mistrzów, w rozgrywkach ligowych też najpierw wymęczone 2-1 z Crystal Palace, a następnie remis z Evertonem 2-2, gdzie podobnie jak z Crystal Palace decydującą bramkę Arsenal strzelił już w doliczonym czasie gry. Oczywiście Leicester nie grał dość długo w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii, ostatnie pojedynki ligowe pomiędzy tymi ekipami miały miejsce w sezonie 2003/04 wtedy wyniki były następujące 1-1 i 2-1, sezon wcześniej natomiast Arsenal wygrywał 3-0 i 4-0. Kogo dziś na boisku nie zobaczymy? W ekipie Lisów nie zagra Matthew Upson, a niepewni gry są Matthew James, Jamie Vardy oraz Danny Drinkwater. W Arsenalu natomiast na urazy narzekają Giroud, Ospina, Gnabry, Arteta, Walcott i Gibbs. Osobiście więc liczę na dobry mecz w którym, owszem będzie przeważać Arsenal, który będzie dążył do zwycięstwa ale po tym co Leicester prezentował w dwóch pierwszych kolejkach to wcale nie minimalizował szans drużyny Nigela Pearsona na sprawienie w tym meczu niespodzianki.





