Na Anfield Road dojdzie dziś do starcia Liverpoolu, który ewidentnie w ostatnich tygodniach się odbudował i złapał zwyżkę formy z liderem tureckiej Super Lig Besiktasem Stambuł. Podopieczni Slavena Bilic to na pewno ciężki i wymagający przeciwnik, o czym przekonali się m.in. piłkarze Arsenalu, którzy mierzyli się z tą ekipą w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów i naprawdę mieli tam sporo kłopotów. Faworytem jednak jest drużyna Brendana Rodgersa, który zapowiada, że rozgrywki Ligi Europy są bardzo ważne dla jego drużyny - ba ma zamiar wygrać to trofeum. Wspomniałem już o wyższej formie Liverpoolu w ostatnich tygodniach otóż od 0:3 na Old Trafford (14.12.2014) Liverpool rozegrał 16 meczów o stawkę z czego przegrał tylko raz z Chelsea (i to po dogrywce), wygrał natomiast 10 spotkań i też trzeba pamiętać, że ich gra wygląda już naprawdę dobrze - zresztą było to widać w pasjonującym spotkaniu z Tottenhamem (3:2). Jak wygląda sytuacja kadrowa w obu ekipach? W drużynie The Reds nie zagra pauzujący za kartki Lazar Markovic ponadto urazy wykluczyły z gry w tym meczu Stevena Gerrarda i Jona Flanagana. Większe kłopoty wydaje się mieć jednak Slaven Bilic bowiem kontuzjowani w jego drużynie są Tomás Sivok, Cenk Tosun, Ismail Köybasi, Alexander Milosevic i Tolga Zengin. Jak ciekawostkę można przypomnieć, że obie te ekipy grał ze sobą w sezonie 2007/08 w Lidze Mistrzów, wtedy na Atatürk Olimpiyat Stadyum Besiktas wygrał 2:1, ale już w rewanżu Liverpool rozgromił zespół z Turcji wygrywając aż 8:0. Oczywiście tak wysokiego zwycięstwa dziś Liverpool nie odniesie ale myślę, że są wstanie wypracować odpowiednią zaliczkę przed meczem rewanżowym. Oczywiście wielu pamięta, że np. angielskie zespoły rozgrywki Ligi Europy zwykle nie traktowały zbyt poważnie ale pamiętajmy, że w tym sezonie zmieniła się nieco nagroda. Oprócz prestiżu jest również zagwarantowane miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów w przyszły sezonie, więc nie sądzę by potentaci nie traktowali tych rozgrywek poważnie. Liverpool wszak nie zajmuje miejsca w pierwszej czwórce Premier League więc Liga Europy może być okazją by znów zagrać w Lidze Mistrzów. Osobiście więc dziś liczę na wygraną i to z handicapem bramkowym -1.5 gola.
Na Volkswagen Arena w Wolfsburgu wicelider niemieckiej Bundesligi VfL Wolfsburg podejmie Sporting Lizbona. Moim faworytem w tym meczu (ale chyba nie tylko) są podopieczni Dietera Heckinga, którzy na wiosnę prezentują się z naprawdę bardzo dobrej strony. Przypomnę, że na inaugurację rundy rewanżowej w Bundeslidze rozbili Bayern Monachium 4:1, później był remis z Frankfurtem i kolejne przekonujące tym razem 3:0 z Hoffenheim, ostatnio natomiast w niesamowitym meczu pokonali Leverkusen 5:4. Ważną sprawą w obstawianiu tego meczu jest na pewno fakt, że to Wolfsburg gra dzisiaj na swoim boisku, w Bundeslidze wygrali 9 razy i 2 razy zremisowali - bilans bramkowy to 25:7, co pokazuje, że Wolfsburg u siebie nie tyle wygrywa ale potrafi wygrywać w naprawdę efektownym stylu, co zresztą widzieliśmy w dwóch ostatnich przypadkach z Bayernem i Hoffenheim. Dziś zapewne również będą chcieli wygrać jak najwyższej by wypracować sobie jak najlepszą zaliczkę przed meczem rewanżowym i wydaje mi się, że może im się to udać - stąd propozycja na handicap w stronę Wolfsburga. Jeśli chodzi o Sporting to owszem jest to czołówka ligi portugalskiej - aktualnie na 3.miejscu ale ich gra wcale nie zachwyca. Ostatnio przytrafiły im się dwa remisy z Benficą i Belenenses, wcześniej jednak gdy wygrywali to również sporo zastrzeżeń można było mieć do stylu - pamiętam spotkanie z Academica (zespół ze strefy spadkowej) gdy prowadzą u siebie 1:0 w końcówce grali ewidentnie na czas (m.in. kartka dla Naniego za opóźnienie gry - bodaj wyrzut piłki z autu). Co prawda w lidze w meczach wyjazdowych radzą sobie nieźle, ale już w Lidze Mistrzów zdobyli tylko punkt za remis z NK Maribor, przegrali natomiast z Schalke i Chelsea i te spotkania sprawiły, że Sportingu nie ma już w Lidze Mistrzów. Jak wygląda sytuacja kadrowa w obu ekipach? Trener gospodarzy Dieter Hecking musi sobie radzić bez pauzujących za kartki Josuha Guilavoguiego i Luiza Gustavo, w drużynie gości za kartki pauzuje natomiast William Carvalho. Jeśli chodzi o kontuzje to u gości nie zagra Islam Slimani, a u gospodarzy Ivan Perisic, Patrick Drewes, Xizhe Zhang, Timm Klose i Felipe. Ilościowo więcej osłabień jest w drużynie gospodarzy ale wydaje się, że jakościowi bardziej straci Sporting - Carvalho to podstawowy defensywny pomocnik i jedna z największych gwiazd drużyny, Slimani podobnie z tym, że jest to napastnik. Warto też zauważyć w jaki sposób obie ekipy budują drużyny, ze Sportingu zimą odszedł Maurício do Lazio Rzym (podstawowy obrońca), w Wolfsburgu natomiast pojawił się André Schürrle z Chelsea za ponad 30 mln. euro. Oczywiście nie ma co porównywać potencjału finansowego obu ekip, ale myślę, że Wolfsburg po tym jak pokazuje się z naprawdę bardzo dobrej strony w Bundeslidze również w Europie będzie chciał zaprezentować swoją siłę i dziś według mnie powinien pewnie (i wysoko) pokonać Sporting.
Niewątpliwie najciekawsze spotkanie pierwszego tygodnia fazy pucharowej Ligi Mistrzów, na Parc des Princes dojdzie bowiem do starcia dwóch naprawdę silnych ekip z naprawdę dużymi aspiracjami tj. Paris Saint-Germain podejmie Chelsea Londyn. Faworytem tego dwumeczu są raczej piłkarze José Mourinho ale na pewno w dniu dzisiejszym nie należy przekreślać szans również zespołu z Ligue 1. Co prawda w fazie pucharowej musieli uznać wyższość Barcelony, ale przypomnę, że w meczach domowych odnieśli komplet zwycięstw (nawet Barcelonę pokonali 3:2 po naprawdę świetnym meczu). Chelsea natomiast w ostatnim czasie nie gra już z takim polotem jak wcześniej, nawet ich dwa ostatnie zwycięstwa (z Aston Villa 2-1 i Evertonem 1-0) można nazwać wymęczonymi. Warto jednak też zwrócić uwagę, że Chelsea ostatnio na wyjazdach gra różnie, owszem potrafili pokonać nie tak dawno Swansea 5-0 ale też przegrali z Tottenhamem (tracą 5 bramek) czy Newcastle, remisowali z Sunderlandem czy Southampton. Szansę więc na to by dziś to PSG cieszyło się z korzystniejszego rezultatu przed rewanżem uważam za całkiem spore. Tym bardziej, że wystarczy przypomnieć sobie sezon ubiegły, wtedy to Chelsea też była uznawana za zdecydowanego faworyta ćwierćfinału, a mimo to na Parc des Princes przegrali 1:3, w rewanżu co prawda odrobili straty i dzięki zwycięstwu 2:0 (gola na wagę awansu padł w samej końcówce) awansowali do półfinału. Pamiętam jednak, że w rewanżu nie mógł zagrać Zlatan a Edinson Cavani miał idealną okazję również w końcówce na gola na 1:1 i tym samym zamknąłby losy tego dwumeczu. Teraz zapewne piłkarze PSG są żadni rewanżu ale również chcą w końcu pójść krok dalej i nie tylko awansować do ćwierćfinału ale również dalej i przede wszystkim wyeliminować naprawdę znaczącą drużynę z rozgrywek Ligi Mistrzów. W dzisiejszym spotkaniu trener gospodarzy Laurent Blanc nie będzie mógł skorzystać z usług Serge Auriera, Yohana Cabaye i Lucasa (kontuzje) a także Mory Diaw i Mike Maignan (decyzja trenera). Wydawało się również, że w kadrze zabraknie Marquinhosa i Matuidiego, którzy również narzekali na urazy ale są w niej i będą mogli pomóc swoim kolegom w spotkaniu z Chelsea. Jeśli chodzi o The Blues to w kadrze nie ma Johna Obi Mikela, Lewisa Bakera i Isaiaha Browna. Ważniejsze jednak jest to, że w kadrze jest kilku zawodników, których występ stoi pod znakiem zapytania, największy jest przy Cescu Fabregasie, ale również Oscar czy William odczuwają jeszcze jakieś urazy. Podsumowując stawiam w tym meczu na zwycięstwo PSG. Paryżanie udowodnili już , że u siebie mogą wygrywać z najlepszymi (Barcelona, Chelsea) i liczę na powtórkę z rozgrywki czyli tak jak w ubiegłym sezonie zwycięstwo PSG z Chelsea w Paryżu, co na pewno uatrakcyjniłoby jeszcze bardziej mecz rewanżowy.
Bardzo ciekawe spotkanie w ramach 23.kolejki Serie A zobaczą dziś kibice na La Favorita - Renzo Barbera. Otóż świetnie w tym sezonie radzący sobie beniaminek US Palermo w meczach u siebie – do tej pory 6 zwycięstw, 4 remisy i tylko jedna porażka (z Lazio) zmierzy się z Napoli. Aktualnie 3 drużyną w tabeli, która dla odmiany bardzo dobrze wypada w meczach wyjazdowych – 6 zwycięstw, 3 remisy i 2 porażki. Patrząc tylko na te statystyki ciężko jest wskazać na faworyta ja jednak podejmę się tego zadanie i wskażę drużynę bardziej doświadczoną, mającą lepszych piłkarzy i większy potencjał czyli Napoli. Podopieczni Rafy Beníteza ostatnio spisują się naprawdę dobrze, po porażce z Juventusem wygrali 4 kolejne mecze ligowe i zbliżyli się do Romy już na odległość 4 punktów. Na pewno więc Napoli będzie walczyć o to by jednak w ostatecznej klasyfikacji zając 2.miejsce w tabeli dający pewny start w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Palermo natomiast ostatnio zostało dość brutalnie sprowadzone na ziemię – na San Siro ulegli odradzającemu się Interowi 0:3. Warto wspomnieć, że przez długi czas Napoli nie mogło znaleźć patentu na Palermo w meczach na ich stadionie. Dopiero w sezonie 2011/12 wygrali tutaj 3:1, sezon później gdy Palermo spadało z ligi również wygrali na La Favorita - Renzo Barbera tym razem 3:0. Jak wygląda sytuacja kadrowa przed tym spotkaniem? Trener gospodarzy Giuseppe Iachini nie może skorzystać z usług Giancarlo González (16/1) i Roberto Vitiello (5/0). W drużynie gości natomiast nie zagrają dziś Dries Mertens (19/2), Camilo Zúniga (6/0), Michu (3/0), Giandomenico Mesto (2/0) i Lorenzo Insigne (11/1). Jak widzimy nieco więcej osłabień jest w drużynie Napoli ale wydaje mi się, że nawet bez tych kilku graczy są wstanie dziś zdobyć komplet punktów tym bardziej, że ostatnio prezentowali naprawdę wysoki poziom. Owszem Palermo na własnym obiekcie nie przywykło przegrywać ale mecz z Interem pokazał, że w drużynie Palermo są jeszcze spore braki i gdy trafią na lepszego od siebie rywala, który w dodatku jest dobrze dysponowany to niestety takie mecze przegrywają. Myślę, że dziś możemy być tego świadkami.
Spotkanie na Commerzbank Arena we Frankfurcie to mecz drużyn, które w zupełnie inny sposób rozpoczęły kampanię wiosenną w Bundeslidze. Schalke jak wiemy najpierw wygrało Hannoverem (1-0), później jako pierwsza drużyna zdobyła punkty z Bayernem w Monachium (1-1), a w ostatniej kolejce pokonali Borussię M’Gladbach (1-). Eintracht natomiast najpierw wysoko przegrał z Freiburgiem (1-4), a następnie zanotował dwa remisy z Wolfsburgiem (1-1) i Augsburgiem (2-2). Wydaje się więc, że w nieco lepszej formie są piłkarze Schalke i dlatego też postanowiłem zagrać na zwycięstwo drużyny Roberto Di Mateo, mimo, że wcale nie są faworytem tego spotkania. Schalke bowiem po bardzo dobrym starcie na wiosnę zajmuje już 3.miejsce w tabeli ale ich przewaga nad M’Gladbach czy Leverkusen jest minimalna, natomiast Augsburg ma tylko samo oczek na koncie. Dlatego dla Schalke liczą się dziś kolejne 3 punkty, a wbrew pozorom Eintrach można pokonać. Drużyna Thomasa Schaafa nie potrafi wygrać już w 6 kolejnych meczach ligowych i nawet skuteczność Alexander Meiera nie pomaga by ta seria została przerwana. Dziś obie ekipy nie zagrają w najmocniejszych składach. W drużynie gospodarzy nie zagrają Bamba Anderson (17/0), Luca Waldschmidt, Nelson Valdez (2/0), Constant Djakpa (4/0) i pauzujący za kartki Carlos Zambrano (8/0). W drużynie Schalke osłabień jest więcej, bo poza kadrą są Klaas-Jan Huntelaar (17/7), Julian Draxler (8/2), Chinedu Obasi (6/0), Ralf Fährmann (17/0), Fabian Giefer (2/0), Sidney Sam (9/0), Leon Goretzka, Sead Kolasinac (1/0) i Jefferson Farfán. Pamiętajmy jednak, że większość tych piłkarzy nie ma w kadrze już od dłuższego czasu a mimo to Schalke wiosną radzi sobie naprawdę dobrze. Jeśli chodzi o wizyty Schalke w Frankfurcie to warto zauważyć, ze z 14 ostatnich wizyt wygrali tutaj 7 razy, Eintracht wygrywał tylko 3 razy i 4 razy mieliśmy remis. Jak więc widzimy Schalke nieźle wypadało w spotkaniach z Eintrachtem na wyjeździe i liczę, że dziś będzie podobnie. Osobiście liczę na potrzymanie dobre formy i zdobycie kolejnych 3 punków drużyny z Gelsenkirchen.
Wydaje się, że dzisiejszy mecz jest dla Lechii Gdańsk idealną okazją by w końcu pokonać Wisłę Kraków na własnym stadionie. Otóż od momentu gdy Lechia awansowała do Ekstraklasy (sezon 2008/09) Wisła gościła w Gdańsku 8 razy z czego połowę wygrała i połowa meczów zakończyła się remisami. Dlaczego więc idealną okazją jest by dziś przerwać tą passę i w końcu pokonać Wisłę? Działacze Lechii jak wiemy wciąż snują mocarne plany, by nie tylko awansować do europejskich pucharów ale również coś w tych pucharach znaczyć. Tej zimy nie próżnowali i wydaje się, że tym razem poszli na jakoś a nie na ilość jeśli chodzi o sprowadzonych zawodników. Do ekipy dołączyli bowiem Sebastian Mila, Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Wojtkowiak, Łukasz Budziłek, Donatas Kazlauskas i Gérson. Z drużyny odeszło natomiast kilku obcokrajowców oraz Dariusz Trela i Bartłomiej Pawłowski, którzy nie mieli szans na grę w tej rundzie. Te wzmocnienia już pokazują się z dobrej strony, zresztą widać to po meczach towarzyskich gdzie Lechia wygrała m.in. z Anzhi (4-1) czy Dnipro (2-1). Jeśli chodzi o Wisłę, to już jakiś czas temu Franciszek Smuda mówił, że nie spodziewa się transferów w tym okienku transferowym, jedynymi "nowymi" w kadrze są powracający po kontuzji Michał Miśkiewicz oraz Ostoja Stjepanović. Ponadto warto też zauważyć, że ostatnie mecze towarzyskie nie napawają optymizmem bowiem "Biała Gwiazda" przegrała z Guangzhou R&F (0-3), Kubaniem (0-2) i CS U. Craiova (1-2). Jeśli chodzi o kadrę Wisły na ten mecz to w "18" meczowej nie ma Michała Czekaja,Ostoji Stjepanovicia oraz pauzującego za czerwoną kartkę Wilde-Donalda Guerriera. W Lechii natomiast nie ma kłopotów kadrowy, Jerzy Brzęczek będzie więc mógł dziś wystawić najmocniejszy skład. Spodziewam się więc, że dziś w końcu Lechia wygra mecz domowy z Wisłą. Według mnie jest tutaj faworytem i myślę, że już dziś będziemy widzieli potwierdzenie wielkich aspiracji drużyny z Gdańska.
Po zimowej przerwie, wraca Ekstraklasa. Na sam początek spotkanie drużyn, które w tym sezonie będą "biły" się o utrzymanie czyli starcie Zawiszy z Górnikiem Łęczną. Gospodarze to oczywiście "czerwona latarnia" ligi, mająca raptem 9 punktów na swoim koncie. Łęczna natomiast jest na 11.miejscu z dorobkiem 24 punktów. Kto jest faworytem tego spotkania? Patrząc na tabelę wydają się być goście, jednak Łęczna gro punktów zdobyła na własnym boisku - 19 z 24 punktów i być może piłkarze trenera Mariusza Rumaka będą chcieli to wykorzystać. Pamiętajmy jednak o dość istotnej sytuacji w drużynie Zawiszy, bowiem zimą nastąpiło tutaj małe trzęsienie ziemi jeśli chodzi o kadrę drużyny. Z drużyny odeszło w sumie 14 piłkarzy, w tym Michał Masłowski, Hérold Goulon czy Luís Carlos. Do drużyny przyszło natomiast 11 nowych zawodników w tym Bartłomiej Pawłowski, Jakub Świerczok czy powracający po kontuzji Wojciech Kaczmarek. W drużynie znów sporo zawodników zagranicznych przybyło i według mnie nawet gdy ta rewolucja ma "wypalić" to potrzeba na to trochę czasu - którego Zawisza akurat za dużo nie ma. Osobiście więc spodziewam się, że Zawisza podąży drogą Widzewa z poprzedniego sezonu, gdy również nastąpiło małe trzęsienie ziemi zimą, a mimo to nie udało się obronić przed spadkiem. Górnik natomiast postawił w zimowym okienku na stabilizację, z drużyny odszedł jedynie Paweł Buzała , natomiast w drużynie pojawiło się 6 nowych zawodników. Warto również zaznaczyć, że dziś Jurij Szatałow nie będzie mógł skorzystać z usług Bartosza Wiązowskiego i Przemysława Kaźmierczaka (kontuzje) oraz pauzującego za kartki Łukasza Mierzejewskiego. Ponadto Fedor Cernych i Nikolais Kozacuks nie są jeszcze gotowi do gry, a mało prawdopodobne jest by któryś z sześciu nowych piłkarzy pojawił się dziś w podstawowej jedenastce. Jeśli chodzi natomiast o skład Zawiszy to tutaj na razie nic nie wiadomo tzn. którzy z piłkarzy znajdą się w kadrze meczowej. Osobiście stawiam tutaj remis, Łęczna na wyjazdach spisuje się słabo, ale według mnie akurat w Bydgoszczy ma szansę na punkt. Zawisza dopiero będzie się zgrywać, Łęczna natomiast zagra swoim składem więc zgranie będzie po stronie gości. Ponadto warto dodać, że obie ekipy grały ze sobą 5 razy i tylko raz Zawisza wygrała, ponadto 2 razy górą był Górnik i 2 razy mieliśmy remis. Osobiście więc w meczu inauguracyjnym stawiam na podział punktów.
Chelsea Londyn wykorzystuje w ostatnim czasie (z problemami na wyjazdach ale jednak) niemoc Manchesteru City, który nie potrafi wygrać od 4 kolejek i systematycznie powiększa swoją przewagę nad „Obywatelami” w ligowej tabeli. Obecnie The Blues mają już 7 punktów przewagi i wydaje się, że ciężko będzie City odrobić choć część w dniu dzisiejszym. Chelsea bowiem gra swój mecz na Stamford Bridge, a tutaj podopieczni José Mourinho nie przywykli rozdawać punktów. Na 11 meczów ligowych wygrali 10 i 1 zremisowali (z Manchesterem City). U siebie Chelsea nie tylko nie przywykło rozdawać punktów ale również tracić bramek – po 11 meczach u siebie ich bilans to 25:4. Ciężko jest więc przypuszczać by Everton miałby to zmienić. Po pierwsze w obecnym sezonie zespół Roberto Martíneza spisuje się grubo poniżej oczekiwań (12.miejsce). Po drugie Everton, aż połowę meczów (6) przegrał w tym sezonie w roli gości. W końcu po trzecie Everton na Stamford Bridge nie wygrał w tym tysiącleciu. Od 2000 r. grali ze sobą te ekipy 15 razy w meczach ligowych i Chelsea wygrało 8 razy i 7 razy mieliśmy remis. Z tym, że ostatni remis Everton zanotował tutaj w grudniu 2011 r. Od tamtej pory 3 razy wizytowali na Stamford Bridge i 3 razy przegrali. Ja osobiście gram tutaj nie tyle zwycięstwo Chelsea, a ich zwycięstwo z handicapem bramkowym (-1.5). Jak już wspomniałem Chelsea u siebie nie przywykło tracić punktów jak i bramek. Dlatego z 10 zwycięstw, aż 9 było odniesionych różnicą dwóch bramek lub więcej – jedynie z QPR wygrali 2:1. Evertonowi według mnie będzie bardzo ciężko to zmienić, bowiem oglądałem ich ostatni mecz derbowy z Liverpoolem i wyraźnie widać, że jest to zespół, który ma problemy pod bramką przeciwników. Stąd też zapewne biorą się problemy ze zwycięstwami. W 8 ostatnich meczach ligowych Everton strzelił raptem 4 bramki, to pokazuje, że problemy pod bramką rywali są już od jakiegoś czasu i naprawdę ciężko spodziewać się by dziś mieli się przełamać. Teren bowiem wydaje się najgorszy z możliwych - Stamford Bridge. Stawiam tutaj pewne zwycięstwo gospodarzy z handicapem bramkowym.
Na Old Trafford zawita dziś beniaminek Burnley, który w ostatniej kolejce zremisowali z West Bromem, mimo iż prowadzili już 2:0. Manchester co prawda również zremisował – z West Hamem ale po pierwsze grali na wyjeździe, a po drugie z zdecydowanie mocniejszym rywalem niż Burnley. Dziś zapewne remisu na Old Trafford nie uświadczymy, bowiem zdecydowanym faworytem tego starcia są „Czerwone Diabły”. Podopieczni Louis van Gaal doskonale radzą sobie w meczach domowych (z małymi wyjątkami) w lidze – 9 zwycięstw, 1 remis i 2 porażki, co daje drugi wynik (po Chelsea) jeśli chodzi o mecze domowe w Premier League. Dziś spodziewam się kolejnego zwycięstwa i myślę, że może to być okazałe zwycięstwo bowiem MU w ostatnim czasie spisuje się naprawdę dobrze. Burnley natomiast nie ma najlepszej passy , szczególnie bolą takie mecze jak ten z West Bromem czy nieco wcześniej z Crystal Palace, gdzie również prowadzili 2:0 a mimo to przegrali 2:3. Ponadto warto zauważyć, że Burnley na wyjazdach nie radzi sobie w tym sezonie najlepiej – 1 wygrana, 4 remisy i 6 porażek. 4 porażki były odniesione różnicą dwóch lub więcej goli – spotkania z West Brom 0:4, Arsenalem 0:3, QPR 0:2 i Sunderlandem 0:2. Manchester natomiast z 9 zwycięstw 5 odniósł różnicą 2 goli lub więcej : QPR 4:0, Hull 3:0, Liverpool 3:0, Newcastle 3:1 i Leicester 3:1. Osobiście postanowiłem w tym meczu zagrać zwycięstwo MU z handicapem bramkowym. Spodziewam się bowiem, że będzie to dość jednostronne widowisko i „Czerwone Diabły” raczej nie pozwolą na wiele przyjezdnym. Jeśli chodzi o sytuację kadrową to gospodarze zagrają bez Michaela Carricka i Luke’a Shawa. Goście natomiast muszą sobie radzić bez Stephena Warda, Kevina Longa, Matthewa Taylora i Deana Marney’a. W pierwszy meczu tych ekip padł co prawda remis 0:0, był to jednak początek sezonu, drużyna Manchesteru dopiero się zgrywała i nie była jeszcze w wysokiej formie. Teraz mimo kilku wpadek ich gra wygląda naprawdę nieźle i grając u siebie wątpię by Burnley mogło zrobić krzywdę Manchesterowi United. Moja propozycja to wygrana MU z handicapem bramkowym.
Miałem ostatnio okazję oglądać spotkanie Barcelony na San Mames i muszę przyznać, że byłem pod wrażeniem tego w jaki sposób/ z jaką łatwością piłkarze Barcelony stwarzają sobie sytuacje podbramkowe. To już nie tylko klepanie i długie przytrzymywanie piłki ale również szybkie kontrataki czy stałe fragmenty gry i po spotkaniu z Bilbao (wygrana 5-2) mam wrażenie, że drużyna Luisa Enrique gdyby chciała to to spotkanie wygrałaby by zdecydowanie wyżej - inna sprawa, że Barca gdyby była bardziej skuteczna to na 5 bramkach by się nie skończyło. Oczywiście nie ma co porównywać Bilbao z Villarreal, Ci drudzy w tym sezonie pokazali już, że wcale nie boją się magi Camp Nou i grali w lidze z Barceloną jak równy z równym - ostatecznie przegrywając 2:3. Dziś oczywiście nie twierdzę, że Barcelona wygra do zera, Villarreal będzie mieć swoje szansę ale uważam, że z tak grającą Barceloną nawet zdobycie dwóch goli (jak Bilbao) nie uchroni przed wysoką porażką. Zdecydowałem się więc zagrać dziś na Barcelonę z handicapem, myślę, że już dziś piłkarze Dumy Katalonii będą chcieli przybliżyć się do finału Pucharu Króla i w miarę wysoko wygrać. Oczywiście w przeszłości Villarreal potrafił zdobywać punkty na Camp Nou, ale od kilku sezonów głównie przegrywa. Zdarzały się również dość bolesne porażki jak choćby 0:5 (sezon 2011/12) czy 0:4 (sezon 2006/07), dziś zapewne tak wysoko Barca nie wygra, choć mogę się mylić bo gra Barcelony wyglądała z Bilbao naprawdę imponująco i jeżeli dziś znów będą czarować Neymar, Messi i Suarez z przodu, a ten ostatni poprawi skuteczność to możemy być świadkami rozstrzygnięcia tego dwumeczu już dziś. W barwach Barcelony tradycyjnie poza kadrą są Douglas i Thomas Vermaelen. Natomiast w Villarreal nieobecni to Bojan Jokic, Tomás Pina i Adrián Marín.









