Spotkanie Piasta z Pogonią jest ostatnim meczem tegorocznym w Ekstraklasie, liczę, że piłkarze pokarzą się w tym meczu z jak najlepszej strony, byśmy mogli z niecierpliwością czekać na wznowienie rozgrywek w połowie lutego. Jeśli chodzi o faworyta to ciężko znaleźć go w tym spotkaniu, zarówno Piast i Pogoń grają ostatnio chimerycznie. Raz potrafią rozegrać naprawdę dobre spotkanie by następnym razem zagrać zdecydowanie poniżej umiejętności, dlatego nie pokuszę się tutaj o wskazanie faworyta. Zagram natomiast over 2.5 goli. Obie ekipy mają niezłe statystyki pod tym względem, otóż zarówno Piast i Pogoń mają na swoim koncie po 10 meczów zakończonych overem 2.5 goli w 18 meczach. Warto również zwrócić uwagę, że w meczach Pogoni średnio pada 2.9 gola na mecz, natomiast Piast 2.7 gola na mecz. Piast co prawda w ostatnim czasie zanotował dwa bezbramkowe remisy (z Wisłą i Łęczną) ale w innych meczach tej ekipy padało i to nawet sporo bramek: mecz z Lechią 1-3, Lechem 3-2, Podbeskidziem 4-2, Bełchatowem 5-0 (mecz Pucharu Polski). Pogoń co prawda tak wysokich wyników w ostatnim czasie nie notuje, ale również zdarzały jej się spotkania zakończone overem bramkowym jak starcia z Podbeskidziem 1-2 czy Legią 2-1. W pierwszym meczu tych ekip padł co prawda bezbramkowy remis, ale np. w poprzednim sezonie oba mecze zakończyły się overami. W Szczecinie Pogoń rozbiła Piasta 4-0, natomiast w Gliwicach padł remis 2-2. W dzisiejszym spotkaniu trener gości nie będzie mógł skorzystać z usług Robaka, Bruno Loureiro, Małeckiego, Murawskiego i Matrasa. Gospodarze natomiast muszą sobie radzić bez Szumskiego, Kędziory i Martineza.
Na początek ostatniej kolejki w tym roku Ekstraklasy na Korporter Arenie w Kielcach spotkają się ekipy Korony i Cracovii. Patrząc na wystawione kursy przez bukmacherów można stwierdzić, że nie ma w tym meczu faworyta, ba w ostatnim czasie to kursy na gości lecą w dół, a na gospodarzy w górę. Wiąże się to głownie z tym, że Ryszard Tarasiewicz ma pewne kłopoty kadrowe, otóż na urazy narzeka jego 6 piłkarzy, są to: Vanja Marković, Zbigniew Małkowski, Bartosz Kwiecień, Kamil Kuzera, Olivier Kapo i Jacek Kiełb. Szczególnie brak ostatniej dwójki może niepokoić, choć sam szkoleniowiec na konferencji prasowej mówił, że ma nadzieje, że ich urazy to nic poważnego i będą mogli dziś wystąpić. Większe szansę na grę daje jednak Kiełbowi. Z drugiej strony Cracovia bez Mateusza Cetnarskiego, Dawida Nowka (odszedł z klubu), Bartłomieja Dudzica i Tomislava Mikulića, ponadto na zmęczenie narzekają Deleu i Boubacara Diabanga i ich raczej nie zobaczymy dziś od pierwszej minuty w "jedenastce" Pasów. Mimo, że jest to mecz sąsiadów w tabeli ja osobiście większe szansę w tym starciu daje gospodarzom. Korona u siebie zdobyła 15 z 21 punktów w tym sezonie, w dodatku w 6 ostatnich meczach przed własną publicznością nie przegrała. Cracovia na wyjazdach natomiast spisuje się bardzo słabo, dość powiedzieć, że z 19 zdobytych punktów w tym sezonie, na wyjazdach zdobyła raptem 3 (wszystko za remisy) - 9 meczów wyjazdowych to 6 porażek i 3 remisy! Na wyjazdowe zwycięstwo ekipa "Pasów" czeka od maja! Warto również zwrócić uwagę, że Korona to nie jest drużyna z którą łatwo się gra Cracovii. Owszem w pierwszej rundzie po ciężkim boju wygrali (2-1, choć decydujący gol padł z ewidentnego spalonego) to w spotkaniach w Kielcach już tak dobrze to nie wygląda. Od sezonu 2005/06 czyli od momentu awansu Korony do Ekstraklasy obie te ekipy grały w Kielcach 7 razy i 3 razy wygrywała Korona (m.in. w poprzednim sezonie), 3 razy mieliśmy remis i raz wygrała Cracovia (w sezonie 2006/07). Osobiście uważam, że w tym spotkaniu zwycięży Korona. W ostatniej kolejce co prawda przegrała z Pogonią, ale wcześniej notowała naprawdę imponującą serię 6 kolejnych meczów bez porażki w lidze (w tym 4 zwycięstwa). Cracovia natomiast ostatnie nie zachwycała w 6 ostatnich meczach ligowych potrafili wygrać tylko raz (z Zawiszą), 2 razy remisowali i 3 przegrywali.
W grupie F odbędą się dwa spotkania, dwa o zupełnie innej stawce. Na Camp Nou Barceloną z PSG zmierzą się w walce o pierwsze miejsce w grupie, natomiast na Amsterdam Arena spotkają się Ajax z APOELem w spotkaniu o to, która z tych ekip zajmie 3.miejsce i zagra wiosną w Lidze Europy. W obu przypadkach faworytami bukmacherów są gospodarze i ja z tym w pełni się zgadzam. Skupię się jednak na starciu w Amsterdamie czyli spotkaniu Ajaxu z APOELem. Podopieczni Franka de Boera regularnie grają w fazie grupowej Ligi Mistrzów i regularnie nie potrafią awansować do dalszej fazy tych rozgrywek (kończą zmagania na 3.miejscu w grupie). W tym sezonie będzie zapewne podobnie, choć gdyby dziś APOEL wygrał to zespół z Cypru przeskoczyłby w tabeli Ajax. Osobiście jednak w to nie wierzę, po pierwsze widziałem pierwszy mecz tych ekip w Nikozji i tak zdecydowanie górował Ajax i gdyby był nieco skuteczniejszy to wygrał by ten mecz. Zresztą APOEL w tej grupie był raczej dostarczycielem punktów, w większości spotkań drużyna, ta próbowała przede wszystkim zachować czyste konto, grają na zero z tyłu (ani razu ta sztuka im się jednak nie udała). Dziś jednak chcą pozostać w europejskich pucharach na wiosnę muszą zaryzykować i zagrać nieco bardziej ofensywnie, co oczywiście będzie ułatwieniem dla Ajaxu, bowiem jest to ekipa, która ma podobny styl (zachowując wszystkie proporcje) co FC Barcelona, czyli chcą grać piłką i gdy jakiś zespół nieco bardziej podchodzi ofensywie do takiego spotkania może się to dla nich źle skończyć. Warto zaznaczyć, że Ajax w tym sezonie, nieźle radzi sobie w meczach domowych, przegrali jedynie z Barceloną i PSV, remisowali z PSG oraz Zwolle oraz 6 spotkań wygrali - ostatnio wygrywali z Heerenveen (4-1) oraz Willem II (5-0). APOEL natomiast na wyjazdach w swojej lidze spisuje się również dobrze bowiem zwykle wygrywają, ale w Europie nie potrafią odnieść zwycięstwa, najpierw były remisy z HJK Helsinki oraz Aalborg, a następnie porażki z PSG i Barceloną. Jeśli chodzi o mecze w pucharach to APOEL zdecydowanie lepiej punktuje u siebie, niż na wyjazdach i to może być kłopot jeśli chodzi o dzisiejsze spotkanie. Jak wygląda sytuacja kadrowa w obu ekipach? Trener gości Giorgos Donis nie będzie mógł skorzystać z usług João Guilherme, Johna Arne Riise, Constantinosa Charalambidesa i Tomása De Vincentiego. Niepewni występu są również Carlão oraz Rafik Djebbour. Gospodarze natomiast zagrają bez Nicolai Boilesena, Viktora Fischera i Kolbeinna Sigthórssona, niepewni występu są natomiast Anwar El Ghazi i Niki Zimling. Podsumowując uważam, że Ajax jest w tym momencie lepszą ekipą niż APOEL (co pokazał częściowo pierwszy mecz tych ekip) i dziś nie powinni mięć większych kłopotów z zwycięstwem i zagwarantowaniem sobie gry w Lidze Europy na wiosnę. APOEL wszak to ekipa, która zdecydowanie lepiej radzi sobie w meczach u siebie niż na wyjeździe (w europejskich pucharach), a pierwszy mecz był raczej pod dyktando Ajaxu. Dziś w Amsterdamie myślę, że Ajax przy dopingu swoich kibiców zwycięży.
Mecz na Stamford Bridge dla Chelsea jest w zasadzie spotkaniem o pietruszkę, bowiem podopieczni José Mourinho mają nie tylko już zapewniony awans ale również zapewnione pierwsze miejsce na koniec rozgrywek. Dla Sportingu natomiast jest to mecz o wszystko, każdy zdobyty punkt będzie dawał im awans do 1/8 Ligi Mistrzów, czy jednak są wstanie tego dokonać? Patrząc na skład jaki ma dziś zamiar wystawić Mourinho to Sporting powinien mięć nieco łatwiej. Wszak Chelsea zagra dziś w mocno rezerwowym składzie z takimi piłkarzami jak Zouma czy Loftus-Cheek. Z drugiej jednak strony w składzie są choćby Matić, Oscar, Schürrle czy Rémy, czyli piłkarze, którzy dziś na pewno będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony przed swoim menadżerem. Pamiętajmy również, że wczoraj Arsen Wenger również nie mógł skorzystać z kilku kluczowych piłkarzy, a mimo to wygrał 4-1 na wyjeździe z Galatasaray. Myślę, że Chelsea również nie będzie bawić się w św. Mikołaja i nie będzie rozdawać punktów, tylko zagra fair play i po prostu zagra dziś na poważnie. . Chelsea wszak u siebie grają w tym sezonie rewelacyjnie, jedynie z Schalke zremisowali, a w pozostałych spotkaniach o stawkę na Stamford Bridge wygrywali tj 9 z 10 spotkań. Z tych 9 spotkań, aż 7 wygrali różnicą dwóch bramek lub więcej, a ponadto u siebie Chelsea straciła do tej pory raptem 5 goli (w ostatnich 6 meczach tylko jednego)! Sportingowi będzie więc ciężko nie tylko o punkty ale również o bramki, m.in dlatego, że w barwach zespołu Marco Silvy zabraknie Naniego, który zdobył do tej pory 4 bramki dla Sportingu w fazie grupowej LM, oprócz niego nie zagra również Cédric i Jefferson.
W grupie G jasne przed ostatnią kolejką jest tylko to, że Chelsea zakończy rozgrywki na pierwszym miejscu. O drugie miejsce natomiast w korespondencyjnym pojedynku będą dziś walczyć piłkarze Sportingu Lizbona oraz Schalke 04 Gelsenkirchen. W lepszej sytuacja są Portugalczycy, którym wystarczy raptem punkt zdobyty na Stamford Bridge, nie będzie to jednak łatwe zadanie bowiem Chelsea u siebie w tym sezonie tylko raz nie wygrało (licząc wszystkie rozgrywki) i był to mecz z Schalke (remis 1-1). Niemcy natomiast muszą wygrać z Mariborem i liczyć na porażkę Sportingu, z tym, że piłkarze Mariboru na pewno łatwo się nie poddadzą bowiem gdyby dziś wygrali to sami przeskoczą Schalke i zakończą rozgrywki na 3.miejscu w grupie. Ja osobiście jednak nie spodziewam się niespodzianki w tym meczu. Schalke owszem ma i to spore kłopoty kadrowe, bo wciąż Roberto di Matteo nie może skorzystać z usług Jeffersona Farfana, Juliana Draxlera, Leona Goretzkę, Joela Matipa, Chinedu Obasiego, Felipe Santany, Sidneya Sama, Kevin-Prince Boatenga i Seada Kolesnicaca. Jednak ostatnio nawet bez tych piłkarzy Schalke prezentuje się w lidze bardzo dobrze. Najpierw pokonali Mainz 4-1 (3 gole Huntelaara) a w ostatni weekend rozbili Stuttgart 4-0 (3 gole Choupo-Motinga). Na pewno dziś kibice Schalke będą liczyć właśnie na dwójkę z przodu Huntelaar - Choupo-Moting, którzy ostatni są w naprawdę wysokiej formie. Jeśli chodzi o Maribor to tutaj szkoleniowiec tej ekipy Ante Šimundža nie ma większych kłopotów kadrowych, niepewni występu są jedynie Amira Derviševića i Petara Stojanovića, obaj raczej są podstawowymi zawodnikami swojego zespołu, ale z powodu kontuzji od pewnego czasu nie grają (szczególnie w przypadku Derviševića). Maribor jak na razie na Stadion Ljudski vrt remisował zarówno z Chelsea (1-1) jak i Sportingiem (1-1) w rewanżach jednak przegrywał. W przypadku Schalke to Maribor na wyjeździe potrafił zremisować (1-1), czy podobnie jak w pozostałych przypadkach w drugim meczu Maribor przegra ze swoim rywalem? Osobiście liczę na to, Schalke na pewno będzie chciało się zrehabilitować za wspomniany remis u siebie, teraz wydają się być w wysokiej formie o czym świadczą ostatnie wyniki ligowe i myślę, że doświadczenie oraz mimo wszystko wyższe umiejętności piłkarskie sprawią, że to Schalke w tym meczu wygra, a ponadto awansuje do dalszej fazy rozgrywek (ciężko przypuszczać, by Chelsea mogło u siebie stracić punkty ze Sportingiem).
Choć tuż po losowaniu grup wydawało się, że pewniakami do wyjścia z grupy B będą piłkarze Realu Madryt i Liverpoolu FC to dziś w przypadku The Reds może okazać się to niemożliwe. Owszem podopieczni Brendana Rodgersa muszą tylko (albo aż) wygrać u siebie z Basel i zagrają na wiosnę w play-offach Ligi Mistrzów. Mimo, że The Reds są faworytem tego spotkania to jednak już same spotkanie na pewno do łatwych należeć nie będzie i Basel na pewno łatwo nie odpuści. Ja postanowiłem w tym spotkaniu zagrać over 2.5 goli. Liverpool musi wygrać, a więc od początku musi zaatakować i spróbować strzelić rywalom gola, to natomiast może narazić graczy z Merseyside na kontrataki w wykonaniu Szwajcarów. A Basel jest przecież najlepszą drużyną w lidze szwajcarskiej od kilku lat, a w tym pokazuje, że nie ma problemów ze zdobywaniem bramek (w 18 kolejkach zdobyli 40 goli). Ponadto jest to drużyna, która w lidze często notuje overy (13 overów 2.5 w 18 kolejkach). Na pewno więc Basel nie przyjedzie się tylko na Anfield Road bronić a będą sobie szukać okazji do tego by zdobyć gola/-e i zagwarantować sobie awans do dalszej fazy rozgrywek. Tym bardziej, że obserwując grę Liverpoolu w tym sezonie widać, że ta ekipa ma spotkania w których po prostu gubi się w grze obronnej. W tym sezonie Liverpool w rozgrywkach ligowych zanotował 9 overów 2.5 goli w 15 meczach, jak więc widzimy zarówno Basel jak i Liverpool w swoich ligach częściej notują overy bramkowe, myślę, że dziś może się to przełożyć na spotkanie. Jak już bowiem wspomniałem Liverpool musi zaryzykować i zagrać o zwycięstwo, nie może to jednak być prowadzenie 1-0 i próba utrzymania tego wyniku, bo już w spotkaniach z Ludogorets pokazali, że utrzymanie jednobramkowego prowadzenia sprawia im kłopoty (na Anfield co prawda udało się wygrać, w Bułgarii natomiast już nie). Basel natomiast nie jest ekipą, która przyjedzie na Anfield i będzie się bronić 10 zawodnikami we własnym polu karnych i również będą szukać swoich szans na bramkę. Myślę, że zagranie tutaj overu jest nieco lepszym rozwiązaniem niż zwycięstwo Liverpoolu (osobiście nie wierzę by The Reds zachowali dziś czyste konto). Owszem w barwach Liverpoolu nie zagrają dziś Daniel Sturridge i Mario Balotelli, ale i bez tej dwójki Liverpool potrafi zdobywać bramki (mecz ze Stoke 1-0 czy Leicester 3-1) więc tą dwójkę ma kto zastąpić. Moja propozycja to over 2.5 goli.
Zapewne nie tak kibice, działacze czy sami piłkarze Benfiki Lizbona wyobrażali sobie start w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Tym bardziej, że po losowaniu fazy grupowej byli uznawani nawet za faworyta swojej grupy, los bowiem okazał się łaskawy i Benfica trafiła do grupy z Zenitem, Monaco i Leverkusen. Niestety Benfica tego nie potrafiła wykorzystać i dziś przed ostatnim meczem w fazie grupowej nie tylko wiedzą, że nie awansują do fazy play-off ale również wiedzą, że zajmą ostatnie miejsce w grupie na zakończenie tej fazy rozgrywek. Leverkusen natomiast ma już zapewniony awans do fazy play-off, ale dziś będą starali zapewnić sobie pierwszej miejsce w grupie. Jest to dość istotne bowiem uda im się wtedy uniknąć zdecydowanie trudniejszych rywali w 1/8 niż gdyby zajęli 2.miejsce. Aby tak się stało muszą dziś pokonać Benficę. Osobiście uważam, że jest to możliwe bowiem trener Portugalczyków Jorge Jesus zapowiedział na wczorajszej konferencji prasowej, że w meczu z Leverkusen zagrają piłkarze, którzy do tej pory grali mniej. W kadrze nie ma: Júlio Césara, Luisão, Eliseu, Maxi Pereiry, Andreasa Samarisa, Ljubomira Fejsa, Enzo Péreza, Rúbena Amorima, Nicolása Gaitána, Eduardo Salvio, Miralem Sulejmaniego, Bebé i Jonasa. Rzecz jasna nie wszyscy to zawodnicy podstawowego składu ale na pewno brak kilku z tych zawodników pokazuje, że Benfica dziś zagra w mocno rezerwowym składzie. Leverkusen natomiast zagra dziś bez kontuzjowanych Stefana Reinartza i Kyriakosa Papadopoulosa, a także Larsa Bendera. Osobiście uważam więc, że to Leverkusen ma w tym meczu o co grać, ponadto jest to ekipa, która naprawdę nieźle sobie radzi w niemieckiej Bundeslidze jak i oczywiście w Lidze Mistrzów. Myślę że podopieczni Rogera Schmidta nie przepuszczą takiej okazji i wygrają oraz zakończą zmagania w swojej grupie na pierwszym miejscu. Wtedy będą pewni, że w 1/8 na pewno nie zagrają z Realem Madryt, Chelsea czy Porto, a zagrają z teoretycznie słabszym zespołem. Myślę, że Leverkusen ma o co grać i liczę, że uda im się wygrać ten mecz.
Southampton to ekipa, która w tym sezonie długo zaskakiwała swoją postawą. Wiadomo bowiem, że latem odeszło z tego klubu kilku czołowych piłkarzy i wielu spodziewało się, że "Święci" w tym sezonie będą raczej bronić się przed spadkiem niż walczyć o czołowe lokaty. Podopieczni Ronalda Koemana walczą jednak w tym sezonie o najwyższe cele, ostatnio byli nawet na pozycji wicelidera rozgrywek. Ostatnio jednak wydaje się, że "Świętych" dopadł kryzys - w 3 ostatnich zdobyli raptem 1 punkt (remis z Aston Villa). Dziś zapewne "Czerwone Diabły" będą starały się to wykorzystać, tym bardziej, że podopieczni Louisa van Gaala złapali wiatr w żagle - wygrali 4 kolejne spotkania ligowe i w przypadku dzisiejszego zwycięstwa awansuję na 3.miejsce w ligowe tabeli. Co prawda na St. Mary Stadium rywalom gra się dość ciężko to jednak ostatnio Manchester City pokazał, że można pokonać Southampton nawet na ich obiekcie i to dość pewnie (3-0). Zresztą United doskonale wiedzą jak wygrywać na St. Mary Stadium, co prawda w poprzednim sezonie zanotowali tu remis (1-1) to jednak wcześniej w 11 spotkaniach Manchester United wygrał 9 razy i 2 razy udała się ta sztuka gospodarzom (ostatni raz w sezonie 2003/04). Jak wygląda sytuacja kadrowa w obu ekipach przed dzisiejszym spotkaniem? Manchester United zagra dziś bez Daley'a Blinda, Angela Di Marii, Luke'a Shaw'a, Phila Jones'a, Rafaela da Silvy i Jesse'ego Lingarda. Nie ma więc nowych kontuzji w zespole United, ponadto wraca do składu Wayne Rooney. Jeśli chodzi o Southampton to tutaj sytuacja wygląda nieco inaczej, otóż kontuzjowani są Jay Rodriguez, James Ward-Prowse, Sam Gallagher i Morgan Schneiderlin ale też w ostatnim meczu kontuzji nabawił się Jack Cork i wypadł z gry na 6 tygodni. Ponadto pod znakiem zapytania stoi również występ Toby'ego Alderweirelda oraz Dusana Tadica czyli dwóch kluczowych piłkarzy "Świętych" w tym sezonie.
Na zakończenie 18 kolejki Ekstraklasy przedostatni zespół ligowej tabeli Ruch Chorzów podejmie Podbeskidzie Bielsko-Białe. Z Ruchem jest dość ciekawa sytuacja, bowiem gdy wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku (wygrana z Jagiellonią 5-2 oraz ze Śląskiem 1-0) w poprzedniej kolejce "Niebiescy" zostali mocno sprowadzeni na ziemię przegrywając z beniaminkiem z Łęcznej 0-3. Podbeskidzie natomiast ostatnio (nie licząc starcia z Piastem, które im ewidentnie nie wyszło) prezentują się naprawdę przyzwoicie. Potrafili zremisować w Poznaniu z Lechem, a ostatnio wygrali z Pogonią oraz Lechią. Co prawda minimalnym faworytem bukmacherów tego spotkania się "Niebiescy" ja jednak większe szansę na zwycięstwo w tym meczu daję zespołowi z Beskidów. Górale bowiem są dość niewygodnym rywalem dla Ruchu, dość powiedzieć, że w poprzednim sezonie oba spotkania z Ruchem wygrali 1-0 w Chorzowie oraz 3-0 u siebie. Szczególnie pierwsze zwycięstwo było dość zaskakujące bowiem Ruch był wtedy na fali i wygrywał mecz za meczem, a Podbeskidzie zamykało ligową tabelę, mimo to Górale potrafili wygrać. Zresztą w Chorzowie Podbeskidziu gra się naprawdę dobrze, na poziomie Ekstraklasy wygrali 2 razy i raz zremisowali, wcześniej w ramach rozgrywek 1.ligi przegrali tylko raz (raz wygrali i 2 razy remisowali). Jeśli chodzi o sytuację kadrową to "Niebiescy" zagrają bez Jakuba Kowalskiego, Michała Rzuchowskiego, Marcina Kusia,Wojciecha Skaby oraz Artura Gieragi. Górale natomiast zagrają bez Damiana Byrtka, Adama Pazio, Macieja Korzyma oraz Macieja Iwańskiego. Osobiście uważam, że Podbeskidzie jest obecnie w lepszej dyspozycji. Ostatnio mimo gry przez prawie godzinę gry w osłabieniu potrafili pokonać Lechię Gdańsk. Ruch natomiast gra w kratkę, potrafią zdeklasować Jagiellonią ale też nic nie grając przegrać wysoko z Łęczną. Patrząc na tabelę można jednak stwierdzić, że zdecydowanie więcej było spotkań tych gorszych i myślę, że dziś może być podobnie. Moja propozycja to wygrana gości.
Valencia ostatnio miała słabszy okres jeśli chodzi o zdobywanie punktów w lidze - w 3 ostatnich kolejkach zdobyli raptem punkt (remis z Bilbao, oraz porażki z Levante oraz z Barceloną). Dziś podopieczni Nuno Espirito Santo jeżeli chcą utrzymać kontakt z najlepszą czwórką to musi dziś w końcu się przełamać i pokonać Granadę, wszak trener "Nietoperzy" zapowiada, że jego drużynę stać na zajęcie miejsca w pierwszej czwórce. Granada jednak też ma swoje ambicje i też chce się przełamać, bo jest to ekipa, która w lidze nie potrafi wygrać od 9 spotkań (6 porażek oraz 3 remisy). Osobiście uważa, że mimo, iż trener Granady Joaquín Caparrós zapowiada, że jego drużna dziś będzie starała się wygrać i przełamać swoją niemoc to jednak Los Che w tym meczu powinni okazać się lepsi. Granada przede wszystkim słabo spisuje się w tym sezonie w meczach u siebie - zdobyli 5 punktów w 6 spotkaniach i przede wszystkim w tym meczach zdobyli raptem 2 gole (najmniej goli zdobytych u siebie w lidze hiszpańskiej spośród wszystkich ekip). Valencia natomiast na wyjazdach radzi sobie różnie (2 zwycięstwa, 2 remisy i 2 porażki) ale ważną sprawą jest tutaj historia bezpośrednich spotkań Granady z Valencią, otóż od momentu gdy Granada awansowała do Primera Division wszystkie swoje spotkania przeciwko Valencii przegrała. Było takich spotkań 6 z czego 3 u siebie z których Granada przegrywała odpowiednio: 0-1, 1-2 i 0-1. W dniu dzisiejszym gospodarze muszą sobie radzić bez Rikiego, Rubena Rochiny, Pitiego i Javi Marqueza. Jeśli chodzi o Valencię to poza kadrą meczową (decyzją trenera) znaleźli się João Pereiry, Cancelo, Zuculiniego, Raberto i Jaume Domenecha. Osobiście więc nie przewiduje się, że dziś na Estadio Nuevo Los Carmenes nie będzie przełamania Granady w starciach z Valencią i to "Nietoperze" znów w starciu z El Grana wyjdą zwycięsko.





